Chwalę się:)

Chciałabym podzielić się dziś moją radością:). W lipcowym numerze wnętrzarskiego czasopisma „Czas na wnętrze” zamieszczono zdjęcie mojej tacy:). Jak ona ładnie tam wygląda wśród tych designerskich rzeczy! A jaka tania jest:P

Właściwie miały być 3 moje zdjęcia i to zupełnie inne, ale i to mi się podoba.

A ja cały czas coś tam dłubię. Zrobiłam deseczkę na zapiski. Miała być „bogatsza”, ale w końcu stwierdziłam, że to, co jest, w zupełności wystarcza. Zgodnie z zasadą”mniej znaczy więcej”:)

Zastanawiałam się, jaką muzykę dziś dodać. W końcu zdecydowałam się na wspomnienia… Z młodości, z Paryża, z cudownego koncertu w grudniu 2007.


Kuferek różany

Kolejny kuferek na biżuterię – różany, postarzany. Życzenie osoby zamawiającej było takie, aby był podobny do kuferka mojej córki, z różami i wyglądający na stary. No to chyba jest:). Sam wzór z papieru ryżowego mile mnie zaskoczył, bo na przedmiocie wygląda dużo delikatniej niż „w całości”. Pocieniowałam go dość mocno i poprzecierałam, ale najbardziej postarzyły go spękania z użyciem gumy arabskiej. Nie wiem, czemu te spękania wychodzą mi dość płytkie i jest kłopot z ich wypełnieniem. Może powinnam położyć dwie warstwy lakieru olejnego? Wypełnianie to masakra – znów próbowałam, czym się dało – najlepiej wyszło brązową patyną Rayhera. Nie chciałam, żeby spękania się błyszczały, więc zrezygnowałam z porporiny. No i wyszedł taki mocno stary, sfatygowany kuferek – nie wiem, czy naprawdę taki miał być…

kuferek na biżuterię decoupage

kuferek na biżuterię decoupage

kuferek na biżuterię decoupage

Wykończony lakierem poliuretanowym z połyskiem. Słabo tu widać spękania, a spękało bardzo:), choć gdy go robiłam, było bardzo deszczowo, wilgotno i musiałam na nie czekać aż 3 dni:D.

kuferek na biżuterię decoupage

Wewnątrz bejcowany na kasztan i wyściełany papierem welurowym.

kuferek na biżuterię decoupage

kuferek na biżuterię decoupage

A dziś muzyka, która wprowadza mnie w dobry nastrój i najlepiej mi się przy niej pracuje:). Roda Stewarta wcześniej nie lubiłam (poza Sailing), ale te stare piosenki w jego wykonaniu są fantastyczne – bardzo lubię:). Tu przy okazji znalazłam jeszcze Audrey Hepburn, którą uwielbiam.


 

Na biało

W przerwie między robieniem kompotów truskawkowych na zimę postanowiłam pokazać coś szyciowego:). Wyciągnęłam wreszcie letnie ubrania, wyprasowałam i jestem gotowa. Oto ulubiony letni żakiet z cienkiej lekko gniecionej bawełny, na podszewce. Wykrój pochodzi z BURDY 2/2006, model 129, rozmiar 18.

Żakiet w ogóle, a ten szczególnie, nie jest łatwy do uszycia. To rzecz, która musi dobrze leżeć, wymaga starannego dopasowania i sporej precyzji w szyciu. Początkującym stanowczo odradzam. Na początku też wydawało mi się, że już jestem dobra, ale nawet teraz, po ćwierć wieku(!) intensywnego szycia, nie odważyłabym się tego powiedzieć. Zdecydowanie człowiek z wiekiem mądrzeje:D, a przynajmniej powinien. Szyjąc ten żakiet już wiedziałam, że będzie za mały, ale (naiwna!) nastawiłam się na schudnięcie. Moja starsza córka od początku pocieszała mnie, że ona w wielką chęcią żakiet przygarnie:). Póki co jest u mnie, bo bardzo mi się podoba, a przecież mogę nosić rozpięty.

Zalety:

– bardzo ładnie podkreśla figurę,

– jest bardzo lekki,

– zawsze przykładam wielką wagę do doboru guzików, źle dopasowane mogą zepsuć cały efekt; tu są naprawdę ładne z naturalnego korka z kontrastowymi nacięciami, w dwóch wielkościach. W ładne guziki naprawdę warto zainwestować!

Wady:

– mnóstwo detali – paski, patki, karczek, rewers, szwy modelujące, stębnowania; bardzo dużo precyzyjnego szycia,

– ciasny jest, ale rozmiar 19 byłby w niektórych miejscach zbyt obszerny – wtedy nie przerabiałam jeszcze wykrojów, a szczególnie tak skomplikowanych,

– ze względu na kolor szybko się brudzi, a w wodzie prać go nie można:(.

Co do zużycia materiału, tu też zastosowałam „optymalizację”. Wg BURDY potrzeba 1,70 m szer.120 cm. Ja miałam szerokość 140 cm, aż 2,20 m, ale z tego wyszła mi jeszcze spódnica z fałdami i mała bluzeczka. Oto właśnie jako garsonka (spódnica solo wystąpi innym razem i bluzka też):

Bluzkę żółtą (powyżej) też sama szyłam i sukienkę kolorową (jeszcze wyżej) również:))

Zapomniałabym o muzyce. Film „Trędowata” nie należy do moich ulubionych, ale ten walc z całą pewnością:)


Gałązka bzu

I kolejna szafka na klucze – tym razem taka typowa. To ta, która miała być „paryska”, a wyszła za ciemna. Znalazłam jej inny motyw, bardziej pasujący. Ten bez niezwykle mi się podoba, użyłam go już na jednym z wiaderek. Szafka jest bejcowana na grafit i przetarta. Tło pod gałązką pomalowałam na beż i patynowałam brązową farbą.

szafka na klucze decoupage

szafka na klucze decoupage

Wnętrza nie chciałam zdobić identycznie, więc znalazłam inną serwetkę z bzem i przykleiłam na serwetkę z tekstem. Beżowe tło pomazałam na brązowo suchym pędzlem.

szafka na klucze decoupage

szafka na klucze decoupage

Czas na muzykę. Dziś znów się zrobiło szaro i ponuro, pada deszcz, więc muzyka będzie trochę mroczna – kiedy jej słucham, mam gęsią skórkę:D. Uwielbiam ten głos i dźwięk wszystkich „przeszkadzajek”. Tutaj tak dobrze nie słychać, ale stereo w ciemnym pokoju robi wrażenie:). Bardzo żałuję, że nie udało mi się zdobyć biletów na koncert (chyba 2 lata temu).


Muzyka, muzyka

Zeszyt zrobiony na zamówienie dotarł już do właściciela, więc mogę pokazać. Jedynym życzeniem było użycie tej pięknej serwetki, z którą powstało wcześniej pudełko na CD. Nie chciałam, aby całość została banalnie równo oklejona, więc wymyśliłam inne ułożenie. Miejsca nie oklejone, najpierw pomalowałam złotą metaliczną farbą, potem Cracle Country i farba czarna nakładana gąbeczką. Chyba pasuje:). Całość trochę patynowałam czarną farbą. Na koniec lakier akrylowy z półpołyskiem. Oto efekt (w rzeczywistości chyba lepszy niż na zdjęciach):

A muzycznie dziś Grzegorz Turnau, którego uwielbiam za całokształt. Na jego koncerty mogłabym chodzić choćby codziennie, ale skoro nie za często u nas występuje, muszą wystarczyć mi płyty:)