Było, minęło

Czyli już po urlopie. I szkoda, i nie:) Lubię być w domu. Nawet bardzo:)

Znowu było inspirująco, naoglądałam się pięknych miejsc, pięknych rzeczy i w ogóle wszystkiego pięknego. Trochę brzydkiego też było, ale o tym nie napiszę;)

Dziś będzie dużo zdjęć – głównie pięknych miejsc.

I bardziej dla ludzi:D

Ten widok zawsze mnie zachwyca – Paryż jest biały!

Niesamowitych miejsc było tyle, że nie sposób wszystkie pokazać.

A dekupażowo w temacie powstała deseczka na zapiski. Zrobiłam ją jeszcze przed wyjazdem, jakby „w oczekiwaniu”:)

Ponieważ serwetka była za krótka na deseczkę, resztę należało domalować. Wyszło tak sobie;), ale jest schowane pod karteczkami.


 

Jeszcze nie urlop

Dwa tygodnie temu obchodziliśmy z Panem Mężem Srebrne Gody. Kawał życia, dobrego życia:))

Z tej okazji dostałam nietypowy prezent – weekend za kołem podbiegunowym! Dowiedziałam się tydzień przed wyjazdem. Byłam, wróciłam, było wspaniale:)))

Największa atrakcja to renifery. Było ich całe mnóstwo.

I malutki, bardzo zdziwiony – zdjęcie kiepskie, robione na szybko komórką:)

Cel podróży – Nordkapp.

W drodze powrotnej

ryty naskalne sprzed tysięcy lat – Alta w Norwegii.

I do domu:)

W Skandynawii na każdym kroku i nawet w najmniejszych miejscowościach są sklepy z dekoracyjnymi przedmiotami, również handmade. Francuskie napisy tam też modne:)

Drugim prezentem były płyty DVD i CD z ubiegłorocznym koncertem Sade (bilety na koncert w Łodzi były prezentem na poprzednią rocznicę:)) Słucham, oglądam, uwielbiam:)))

Piosenka, której wcześniej nie znałam – cudowna do oglądania i słuchania:)


 

 

Znów się chwalę:))

Muszę przeprosić, że tak długo się nie odzywałam. Wyjechałam na trochę niespodziewany, ale bardzo potrzebny urlop. Nasz pierwszy urlop „we dwoje” od ponad 20 lat:). Byliśmy w magicznym Kazimierzu – poza sezonem, więc cicho i spokojnie, mnóstwo klimatycznych miejsc, po prostu cudownie:D.

I właśnie tam spotkała mnie miła niespodzianka (tzn. spodziewałam się, ale nie tak szybko). Kupiłam takie oto piękne czasopismo:

A w nim artykuł z niesamowitymi wizytownikami:

I wśród tych zachwycających rzeczy wizytowniki moje i Ani:

Przepraszam za jakość zdjęć, ale robiłam szybko i przy marnej pogodzie:

Cieszę się ogromnie. Osoby zainteresowane zapraszam do galerii ArtMaginarium.

A wszystkie wizytowniki z „Werandy” można obejrzeć dokładnie tu klikając na panel z wizytownikami po prawej stronie.

No to jeszcze jeden nowszy model:):

drewniany damski wizytownik decoupage

drewniany damski wizytownik decoupage

drewniany damski wizytownik decoupage

I podczas naszej nieobecności do domu przyszła wiosna, a z nami wróciła zima:)


Przyjemności

Ostatnio spotkały mnie wyjątkowe przyjemności, a ja taka zarobiona jestem, że nawet nie zdążyłam podziękować. Bardzo przepraszam, już nadrabiam zaległości.

Pierwsza sprawa: jakiś czas temu Galaxia niezwykle mnie wyróżniła i postanowiła obdarować serwetkami. To bardzo miłe i zupełnie niespodziewane. Paczuszka do mnie dotarła i pokazuję, jakie skarby dostałam:

A tę cudną karteczkę z ptaszkami Galaxia sama zrobiła specjalnie dla mnie!


Kiedy ją zobaczyłam, oczy mi zwilgotniały. Po prostu poczułam serce, które Monika w nią włożyła. To niesamowite uczucie. Prawdą jest, że artysta w swoje dzieła wkłada cząstkę swej duszy – to się po prostu czuje. Bardzo chciałabym, żeby ktoś poczuł coś takiego patrząc na moje prace:). Galaxio, jeszcze raz bardzo Ci dziękuję, ta kartka będzie jednym z moich największych skarbów. Jest prześliczna!

Druga sprawa: też już dość dawno dostałam piękne wyróżnienie od Miry.

Bardzo dziękuję, ta formułka jest niezwykle miła:). Mireczko, jeśli tak naprawdę jest, to czuję się szczęśliwa:))). I powinnam przekazać wyróżnienie dalej… Mireczko, wiesz, że gdybym dostała to wyróżnienie od kogoś innego, to przekazałabym je Tobie:*. Bo naprawdę tak myślę. Drugą osobą, która „swoją twórczością rozkwita w moim sercu”, jest Galaxia. To osoba niezwykle utalentowana i kreatywna, która ciągle zdumiewa mnie swoimi wspaniałymi pomysłami. Obejrzyjcie koniecznie jej blog, na pewno będziecie tak samo zachwyceni, jak ja:)

I jeszcze dekupażowe zaległości. Jestem teraz w trakcie szlifowania i lakierowania 16 wizytowników, więc mam ich już serdecznie dosyć. A wcześniej robiłam na zamówienie solniczkę. Dostałam szczegółowe instrukcje: tu róża i pączek, tam róża, pączek i powój, a tutaj tylko pączek. Trochę trzeba było przekonywać do własnej koncepcji, ale ostatecznie udało się i stanęło na moim – zrobiłam po swojemu i pani jednak była zachwycona:D


Pozdrawiam wszystkich zaglądających – bardzo mi miło, że ostatnio jest Was tak dużo:).

Wakacyjne inspiracje

Strasznie się opuściłam w pisaniu i przyznaję,  że to zwykłe lenistwo. No może marazmu trochę też:(. Co jakiś czas miewam chwile zwątpienia i właśnie w takim momencie jestem. Czasami patrzę na decoupage chłodnym okiem i wydaje mi się to strasznie kiczowate. Raczej staram się, żeby nie było przesłodzone, nie przepadam za różyczkami, a na kolor różowy mam alergię, ale to niewiele zmienia. Z drugiej strony (bez żadnych porównań), naoglądałam się na wakacjach mnóstwa pięknych dzieł i też są bogate, kolorowe i wcale za kicz nie uchodzą. No nie wiem…

Oto parę urlopowych migawek, jest ich tyle, że nie wiedziałam, które wybrać:)

Detal z fasady w Orvieto:

Detal z fasady katedry w Orvietto

Mozaika z bazyliki w Rawennie. Chyba w poprzednim życiu musiałam układać mozaiki, stąd moja miłość do puzzli. Gdybym tam mieszkała, byłabym konserwatorem mozaik:)


To nie decoupage, tylko chińszczyzna z byle jaką nazwą miejsca, ale inspiracją może być:)

I gaje oliwne, które zawsze i wszędzie wprowadzają mnie w nastrój pełen zadumy, wyciszenia i refleksji. Na emeryturze mogłabym mieszkać w domu wśród oliwnego gaju.


A to efekt inspiracji. Skromniutki, ale niczego tu więcej nie trzeba. Cisza i spokój:)

Serwetnik pomalowany na oliwkowo, potem na kremowo i mokra farba zbierana papierowym ręcznikiem. Lakierowany na mat.