Dziś oddech od decoupage’u, który był mi bardzo potrzebny. Nie było to całkowite odcięcie się od prac dekupażowych, bo tych akurat miałam aż za dużo w ostatnim czasie, ale taka przyjemna odskocznia:) Przemiła Pani Agnieszka poprosiła mnie o wyhaftowanie obrazka z gotowego zestawu i mimo że nigdy nie podejmowałam się takiego zadania, to ten haft spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam spróbować. Praca trwała 3 miesiące, ponieważ haftem zajmuję się sporadycznie, a od 5 lat w ogóle; miałam mnóstwo innych prac; kiepsko widzę; no i jak dla mnie był to najtrudniejszy haft, jaki do tej pory zdarzyło mi się wykonywać. Dlatego jestem ogromnie wdzięczna Pani Agnieszce za cierpliwość:)

Haft jest niewielki – 10 x 20 cm, ale na drobniutkiej Aidzie 18. Ponad 10 tysięcy ściegów.

21 kolorów „czystych” i 6 kombinowanych. Do tego część haftowana krzyżykami, część półkrzyżykami i różnymi grubościami nici – jedną, dwiema, trzema i czterema.

Praktycznie nie ma tu większych powierzchni w tym samym kolorze. Każdy pojedynczy ścieg trzeba sprawdzać na schemacie. A że tkanina jest tak drobna, bez mocnych okularów i dodatkowo lupy, praca jest niemożliwa.

Część wzoru jest bez ściegów, co wcale nie przyspieszyło pracy, bo te puste miejsca też za każdym razem trzeba było policzyć.


Jeszcze kontury (też skomplikowane i wymagające sprawdzania każdego ściegu na schemacie) i gotowe.

Przed rozpoczęciem haftowania zastanawiałam się, po co aż tak bardzo skomplikowano ten wzór, ale z każdym haftowanym krzyżykiem przekonywałam się, że to ma sens. Haft jest niezwykle „malarsko” wycieniowany, a różne grubości nici dały efekt tkaniny żakardowej. Szczególnie oglądany przez lupę, jest po prostu niesamowity!

Dla zainteresowanych zestaw do kupienia tu.
I jeszcze lewa strona, bo zawsze o nią dbam;) Mimo ogromnej liczby krótkich kawałków, chyba nie wyszło najgorzej:)























