Obrazek z młynem

17 lat temu wyhaftowałam na 60 urodziny mojego teścia obrazek. Wtedy wydawało mi się, że to dobry pomysł, teraz niekoniecznie. Ale obrazek do dziś wisi w jego gabinecie. Teraz wydaje mi się kiczowaty, ale wtedy to było wielkie przedsięwzięcie, bo to moje absolutne początki. Zajęło mi to 10 miesięcy, ale najciekawsze jest co innego. Otóż nie miałam do tego obrazka wzoru, a tylko niemiecką reklamówkę zestawów do haftowania. Było na niej zdjęcie tego obrazka wielkości mniej więcej 7 x 5 cm. I ja, korzystając z lupy, liczyłam krzyżyki i próbowałam odtworzyć wzór. Nie rozrysowywałam go na kartce, tylko od razu haftowałam, nieraz się myliłam i musiałam pruć. Kolory dobierałam sama – tam jest 20 odcieni szarości. No i wtedy straciłam wzrok:-(, od dawna bez okularów ani rusz. I wyszywałam na zwykłym płótnie (wtedy aidy u nas nie było i Internetu, żeby znaleźć wzór, też nie). Chciałam tu zamieścić zdjęcie tej reklamówki, ale jak na złość gdzieś ją wcięło, a przecież ja mam porządek! No to samo zdjęcie obrazka:

Ręczniki

Kiedyś postanowiłam, że moje ręczniki będą ozdobione haftem. Specjalnie zaczęłam kupować wyłącznie jednokolorowe ręczniki z tkanym paskiem, na który można naszyć taśmę z haftem. No i po tych kilku latach ręczników mam sporo, a z haftem…jeden. Ale to nic, kiedyś się wezmę:-). Zapas taśmy odpowiedniej szerokości już mam.

Na początku wyhaftowałam gołąbki, w których zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Od razu wiedziałam, że gdzieś je wykorzystam. Nie były specjalnie pracochłonne, ale wydają mi się efektowne. Wzór pochodzi ze specjalnego wydania BURDY.

Ale mój zapał wcale na tych gołąbkach się nie skończył. Jest jeszcze trup z szafy. Kocham to określenie! U mnie w każdej szafie pełno trupów. Mam wrażenie, że jak wszystko pokończę, to umrę, więc może jeszcze nie będę kończyć… Bratki czekają na lepsze czasy, choć na majowy wyjazd je wzięłam i nawet dwa kwiatki udało mi się wyhaftować. Wzór też pochodzi ze specjalnego numeru BURDY, ale kolory dobierałam sama.

Wygląda, że już sporo mam? Nic z tego – powinno być tyle, to na ręcznik kąpielowy:

Serweta z motylami

Parę lat temu wyhaftowałam batystową serwetę ściegiem „janina mat”. Dla niewtajemniczonych: haft musi być wykonany na półprzezroczystej tkaninie; po prawej stronie wyhaftowane są tylko kontury wzoru, natomiast po lewej są kolorowe wypełnienia, które prześwitują na prawej stronie. Na tej serwecie motywy są częściowo haftowane po lewej, a częściowo po prawej stronie.

Tak wygląda lewa strona

Koronkę robiłam sama szydełkiem z kordonka nr 80:

Różana serweta

Krzyżykami wyhaftowałam kiedyś prostokątną serwetę na ławę. Robota trwała całe 5 lat, a serwety od dawna w ogóle nie używam. To dość gruby len, nie zawsze o równym splocie, ale wydaje mi się, że nie zniekształciło to specjalnie wzoru. Wszystkie motywy (10) są takie same. Z daleka róże wyglądają jak nadrukowane.

Richelieu

Tą techniką wyszywałam już bardzo dawno, choć dość rzadko. Na początku (jeszcze na studiach), wzięłam się za komplet białych serwetek. Człowiek uczy się na błędach i teraz wiem, że nie mogą być aż tak delikatne, bo któregoś z kolei prania nie wytrzymają. Tak właśnie się z nimi stało. Łączniki popękały, popruło się i właściwie znalazłam już tylko jedną całą. Ale z drugiej strony ma też już swoje lata. Używam jej do koszyczka z pieczywem. Coś krzywa mi na tym zdjęciu wyszła:-(

Na początku lat 90-tych były modne koronkowe kołnierze. Wyhaftowałam sobie jeden taki i nosiłam go do małej czarnej lub gładkiego czarnego swetra. Dziś bym już tego nie założyła (od dawna leży w szufladzie), ale wtedy wzbudzał podziw. Teraz najbardziej w nim podoba mi się guziczek:-)

Nie pamiętam, czy jeszcze coś w ten sposób wyszywałam (oprócz serwetki, której nie skończyłam od 22 lat, a ciągle ją mam). Parę lat temu uszyłam do sypialni dwie duże poduchy powieszone jako zagłówek. Ozdobiłam je koronkowymi motylami. Jest do tego jeszcze haftowana patchworkowa narzuta, ale ją pokażę przy innej okazji. Wewnątrz poduszki są obszyte czerwonym płótnem, żeby prześwitujący materiał pasował do wnętrza.

Na koniec jeszcze „fałszywy richelieu”. Znalazłam kiedyś taki pomysł w ANNIE. Byłam wtedy na etapie malowania na tkaninach, więc miałam farby. Tutaj kontury i łączniki są wyszyte łańcuszkiem, a tło zamiast wycinania – pomalowane farbą do tkanin. Poduszka już mi do niczego nie pasuje i leży na dnie szafy, ale myślę, że to taki fajny żart:-)