Poduszki siostrzeńców

Osiem czy dziewięć lat temu postanowiłam zrobić coś fajnego dla mojej małej siostrzenicy Oleńki. Znalazłam w ANNIE dwa wzory na gobelinowe poduszki. Bardzo mi się podobały i dobrze, że były dwa, bo następny przydał się dla jej maleńkiej siostrzyczki Małgosi. Wzór wyszywałam wełną na grubej kanwie, kolory dobierałam sama z resztek włóczek, jakie miałam w domu – nie jest to wełna gobelinowa. Spód poduszek uszyty jest z żółtego bawełnianego płótna. Zdjęcia robiłam niedawno i widać, że poduszki przez ten czas były intensywnie używane. Cieszę się, bo właśnie o to chodziło. To poduszka Oli:

A to Gosi:

Potem pojawił się jeszcze Maciuś. Jako poważny mężczyzna:) nie mógł mieć misiów. Ponieważ zawsze interesowały go dinozaury i wie o nich wszystko, wymyśliłam dla niego coś takiego:

Haftowałam na drobnej aidzie, którą potem obszyłam paskami beżowej bawełny i taki sam dodałam spód. Wzór pochodzi z niemieckiego wydania specjalnego BURDY z haftem krzyżykowym i w oryginale jest to obrazek, nie poduszka.

Hardanger

Uwielbiam tę technikę haftu. Jest bardzo pracochłonna, ale efekt nagradza te wszystkie godziny, dni, miesiące. Spodobał mi się od pierwszego wejrzenia – ta delikatność koronki… Zaczęłam od igielnika. Ciągle go używam, ale nie pokażę, bo ma już ze 14 lat i jest „niewyjściowy”. Potem zrobiłam sobie takie rustykalne koronkowe taśmy pod półki z przyprawami, ale teraz mam już inną kuchnię i nie pasują. A później nabrałam rozpędu. Jak zawsze – wszystko robię po swojemu. Nigdy do tej pory nie haftowałam na specjalnej tkaninie do hardangera. Na początku (kilkanaście lat temu) nie można jej było u nas kupić. Poza tym ma ona dość gruby splot – idealnie równy, ale zbyt gruby. Rzeczywiście nadaje się zgodnie z zaleceniami do wyszywania kordonkiem nr 3 i 5. Ale ja lubię delikatność i tracę wzrok nad cienkimi tkaninami. Kupuję len jak najrówniej tkany. Trochę to wymaga szukania, ale udaje się. Haftuję zawsze kordonkiem nr 8. No i wbrew najczęstszym propozycjom w żurnalach, nigdy nie wyszywam na białym (ale się nie zarzekam, to bardzo elegancka wersja). Jednakże zawsze nici są w kolorze tkaniny. Nie lubię tu kontrastów, według mnie burzą tę lekkość koronki.

Najpierw moja zazdrostka, którą wyhaftowałam 13 lat temu do mojej poprzedniej kuchni. Praca trwała (oczywiście z przerwami) 9 miesięcy, ale warto było. W nowym mieszkaniu mam większe okno w kuchni (i inną kolorystykę), a żal było ją wyrzucić (tyle pracy!), więc znalazłam jej inne miejsce: w łazience. Wygląda super i choć już spłowiała od słońca, nie zamierzam jeszcze jej się pozbywać. Może z zewnątrz nie pasuje do nowoczesności bloku, ale takiego okna nikt tu nie ma:-)

A potem poszłam za ciosem. Jeszcze w starym mieszkaniu potrzebna mi była żaluzja do tego okna, bo było od strony południowo-zachodniej. Nie chciałam zasłaniać mojej zazdrostki czymkolwiek, więc wymyśliłam roletę. Pomysł jest mój, choć wzór powtórzyłam z zazdrostki. To kolejne 9 miesięcy pracy. Obie rzeczy wiszą w mojej obecnej łazience.

Póżniej wyhaftowałam jeszcze małą serwetkę świąteczną, którą używam do koszyczka z chlebem (jeśli stół jest w kolorze biało-czerwono-złotym), a do tego dla każdego czerwona lniana serwetka z wyszytą hardangerem złotą nitką małą choinką – nie zrobiłam zdjęcia:-(

A na koniec moje ostatnie dzieło w tej technice – wielki obrus 220 x 160 cm. Oczywiście liliowy, długo szukałam, aż udało mi się kupić w miarę równo tkany len w tym kolorze. Haft jest tylko na środku, bo nie miało być „na bogato”. Wokół podłożenia wyszyłam mereżkę. Kupiłam jeszcze trochę tego lnu i zamierzam kiedyś wyhaftować prostokątne serwetki pod talerz (jak nie kładę obrusa), ale nie mam czasu – kiedyś się wezmę:-)

Znowu opowieść

Snuję takie opowieści jak babcia wnukom. Choć babcią nie jestem, to jednak bliżej mi niż dalej, więc jestem usprawiedliwiona:-). Teraz czas na opowieść o haftach innych niż krzyżykowe. Pamiętam z wczesnego dzieciństwa taki obraz, jak mama w czasie wakacji siedziała na balkonie i haftowała serwetkę, a ja rozsupływałam splątane muliny i układałam je kolorami. Bardzo lubiłam się tak „bawić”. Kilka lat później dostałam dziecięcy zestaw chusteczek do nosa z nadrukowanymi konturami postaci z bajek do wyhaftowania. Mama mi pokazała, jak to robić i jednocześnie większość wyszyła sama. Najważniejsze, czego mnie nauczyła to to, że nie wolno zaczynać od supełka, tylko trzeba zaszyć początek nitki i że lewa strona musi wyglądać niemal jak prawa. Tego trzymam się do dziś. Mimo że polubiłam haft, na początku wyszyłam tylko wzór na bluzce, którą szyłyśmy w piątej klasie podstawówki (ja jeszcze miałam takie fajne zajęcia praktyczno-techniczne w szkole), a potem jakieś etui na długopisy z monogramem dla mojego przyszłego Pana Męża. Na poważnie wzięło mnie dopiero na piątym roku studiów, kiedy miałam 3 tygodnie zwolnienia lekarskiego, musiałam siedzieć w domu i byłam już zmęczona czytaniem i pisaniem pracy magisterskiej.

Czasami pohaftowałabym sobie tak zwyczajnie (nie obraz krzyżykowy), ale mam już trochę tego w szufladach i nie używam, a dalsza rodzina niezbyt podziela mój zachwyt rękodziełem, więc obdarowywanie raczej nie wchodzi w grę.

Lubię różne techniki haftu, a chciałabym spróbować wszystkich. Na początek najłatwiejszy haft kolorowy. Dwie kwadratowe wiosenne serwety sprzed 12 lat, które kiedyś pięknie wyglądały na okrągłym stoliczku na długim okrągłym obrusie w kontrastowym kolorze jako tzw. mitteldecke. Stoliczka już nie ma, więc na ogół leżą w szufladzie. Wzory pochodzą z ANNY. Wyszywane muliną, dobór kolorów własny.

No i jeszcze dwie okrągłe, też wiosenne. Wzór tulipanów  również z ANNY, haftowany kordonkiem, koniczynka wyszywana ściegiem łańcuszkowym i dzierganym, koronka robiona ręcznie szydełkiem z kordonka – wzór z numeru specjalnego BURDY.

Choć serwetki są dość minimalistyczne, na stole prezentują się ładnie. Wzory są delikatne, czyli właśnie takie jak lubię:-)

Secesyjne gobeliny

Parę lat temu wyhaftowałam dwa gobeliny w stylu secesyjnym. Ładnie się prezentują w korytarzyku na ścianach w kolorze koralu między drzwiami do pokojów (zdjęcia były robione na innym tle, w korytarzyku zbyt mało światła). Zostało mi jeszcze miejsce na następne, ale nie mam podobnych wzorów. W ogóle wymyśliłam sobie, że tam kiedyś będzie galeria moich haftowanych obrazów, ale na razie wiszą dwa. Haftowałam je wełną Anchor według wzoru z ANNY, ale kolory dobierałam samodzielnie według zdjęcia, a nie opisu – kilka jest całkiem innych. Kontury są obszyte złotym sznureczkiem. Całość haftowana ściegiem gobelinowym, a nie krzyżykowym. Dużo czasu mi na to zeszło, ok. rok na każdy. Zwłaszcza na początku było trudno, gdy nie miałam specjalnej ramy do naciągnięcia kanwy. Z ramą też praca się, niestety, trochę naciąga, ale jest dużo lepiej. A tak to wygląda:

Krzyżykowe początki

Krzyżykami haftuję od kilkunastu lat, ale nie od nich zaczynałam moją przygodę z haftem. Szczerze powiedziawszy niezbyt je nawet lubię. Podobają mi się głównie obrazki i gobeliny. Wyszywam przeważnie muliną na równym lnianym płótnie (rzadko na aidzie) lub gobeliny wełną na sztywnej kanwie. Nigdy, przenigdy nie używam kanwy z nadrukiem. NIENAWIDZĘ!!!  Lubię wzory rozrysowane symbolami (nie kolorami!) na kratkowanym papierze. Uwielbiam, kiedy jest bardzo dużo kolorów – najlepiej kilkadziesiąt. Bardzo podobają mi się cieniowania, taki efekt malarski. Zwykle haftuję drobnymi krzyżykami, widocznymi dopiero z bliska, ale nie „petit-pointem”. W gobelinach trochę inaczej, ale o tym w następnym odcinku:-). Wzory czerpię głównie z ANNY i specjalnych wydań BURDY. Nie korzystam z polskich czasopism, bo wzory są tam zwykle niezbyt delikatne i mało skomplikowane. Takie jest moje zdanie, ale może się mylę, bo nie przeglądam wszystkich numerów.

A to moja pierwsza praca sprzed 17?18? lat. Wzór pochodzi z niemieckiego żurnalu „Neue Mode”. Nie jest to mistrzostwo świata, ale na czymś trzeba się nauczyć:-)

Potem była seria obrazków z dziećmi, wzory z ANNY i BURDY.

Teraz decoupage zajmuje mi prawie cały wolny czas, więc haft w dużym stopniu porzuciłam. Jednak zawsze miałam zwyczaj robić kilka rzeczy naraz, żeby się nie znudzić jedną, więc zawsze mam coś zaczęte. Obecnie haftuję gobelin do sypialni (tzn. od 2 lat i potrwa to z pewnością jeszcze drugie tyle). Ale to naprawdę duże przedsięwzięcie i na razie od niego odpoczywam. To wzór z ANNY, wyszywany muliną DMC, ściegiem gobelinowym.