Dawno mnie nie było, a tu niespodzianka… reklama na mojej stronie. Czy ktoś mnie pytał?
Dużo się działo, czasu mało, pogoda brzydka, zdjęcia jeszcze gorsze. To tak w skrócie;)
Kiedy przez chwilę wyjrzało słońce, udało mi się zrobić zdjęcia mojego najnowszego dzieła – kolejnej szkatułki – walizeczki inspirowanej tą. Nie chciałam robić drugiej takiej samej, bo przecież każda ma być jedyna i niepowtarzalna, ale muszę przyznać, że tak bardzo byłam z niej zadowolona, że koniecznie chciałam się jeszcze zmierzyć z tematem;) Właśnie zauważyłam, że obie szkatułki dzieli równo rok.
Szukałam wzoru, który występowałby w rozmaitych wielkościach i konfiguracjach, był delikatny i nastrojowy. Kiedy sądziłam, że już żaden inny taki nie istnieje, wpadł mi w ręce papier Decomanii, który kupiłam może 5 lat temu i zastanawiałam się, po co?:) Wyglądał smętnie i nijako. Jakoś nie widziałam w nim potencjału. Ale od samego początku papiery Decomanii (te stare, klasyczne) były bardzo w moim guście, więc kiedyś kupowałam niemal bez opamiętania;)

I czy to nie jest idealny wzór na taką walizeczkę? Tło zrobiłam shabby – beżowe na brązowym, dość mocno przetarte (jak na mnie;)). Sądzę, że to właśnie takie tło dało dobry efekt, bo wzór znakomicie się w nie wtopił i nie dominuje.

Wzór umieściłam tak, aby „schodził” na boczne ścianki. Krawędzie trochę przybrudziłam (zawsze używam brązowej farby, nigdy patyny), nieco pocieniowałam wokół wzoru.

Narożniki przybiłam sama, a Pan Mąż zamontował mosiężny uchwyt.

Wewnątrz walizeczka też jest zdobiona.

W środku bejcowana na kasztan (chyba – mam już kłopoty z pamięcią;)). Powierzchnie zdobione lakierowane na mat, bejca na półpołysk.






































