W zasadzie nie kupuję staroci, nie potrafię:( Zdarzyło mi się kilka razy i większość tych rzeczy leży do dziś z braku pomysłu.
Ta koneweczka zachwyciła mnie tłoczonym ornamentem. Od razu oczami wyobraźni zobaczyłam ją pięknie postarzoną. Ale w praktyce okazało się, że nie jest to takie proste i oczywiste, więc koneweczka zagruntowana też musiała swoje odstać.

Długo szukałam odpowiedniego wzoru, a w końcu zdecydowałam się na banalne różyczki. Koneweczka jest już sama w sobie ozdobna, więc ze wzorem nie ma co przesadzać.

Z drugiej strony wzór jest prawie taki sam. Koneweczka jest malutka, ma 14 cm wysokości. Była brudna i pordzewiała. Ponieważ w środku nie wyglądała najlepiej, pomalowałam ją i polakierowałam, ale teraz nie nadaje się już do podlewania kwiatków, lecz tylko do dekoracji.

Konewkę po wstępnym lakierowaniu potraktowałam przyciemniającym woskiem. Chciałam, żeby pozostał w zagłębieniach ornamentu i ładnie go podkreślił. Cała konewka nabrała ciemniejszego, nierównomiernego koloru. Nadmiar ciemnego wosku zebrałam woskiem bezbarwnym i całość wypolerowałam do połysku.

Ozdobiłam też z odzysku butelkę – na nalewkę, do ozdoby czy też jako wazonik. Nieduża, płaska, bardzo fajnie się ją ozdabiało.

Właściwie nie przepadam za zdekupażowanym szkłem, zwykle wygląda to tandetnie (sorry;)). Nazbierałam już całą masę butelek w ciekawych kształtach, trochę talerzy i miseczek, ale podchodzę do tego jak do jeża. Tu przez chwilę miałam natchnienie i chciałam nawiązać do tego pudełeczka.

Tu również wykorzystałam piękny papier ryżowy Decomanii. Nie mogłam się zdecydować, który bukiet wygląda lepiej, więc z jednej strony jest mniejszy, z drugiej większy:)

Ten wzór jest idealny do techniki malarskiej, więc trochę popaćkałam butelkę różnymi kolorami;))) Polakierowałam na mat, nie chciałam, żeby się błyszczała.
