Drobiazgi

Dziś sporo zaległej drobnicy;) Niektóre chyba jeszcze z zeszłego roku. Tak rzadko piszę, że nie wszystko pokazuję od razu, a potem już mi umyka. Starość;D

Na początek ptaszki z przyssawką w ciepłych odcieniach.

Pomalowałam na beżowo, nakleiłam postarzany papier nutowy, a na to pomarańczowe kwiatki z papieru ryżowego. Krawędzie lekko spatynowane, całość lakierowana na mat.

Pomyślałam sobie, że przyssawkę można przekładać na drugą stronę i pomalowałam też spód. Tutaj o wiele prościej, bo tylko szablonem.

Potem jednak doszłam do wniosku, że przekładanie przyssawek jest jednak zbyt kłopotliwe i kolejny komplet  ozdobiłam tylko z jednej strony, a drugą pomalowałam i polakierowałam (taka całkiem golutka nie jest;).

Ten komplecik jasny i radosny, też lakierowany na mat (chyba:)).

I jeszcze zawieszki-rybki. Miały być zielono-żółte. Trochę mi brakowało na nie pomysłu, są takie malutkie:) Ostatecznie znalazłam ornamenty w tych kolorach i przykleiłam po całości.

A gdyby zechciały płynąć w drugą stronę, to też są pomalowane, odręcznie:)


Inne drobiażdżki, to klamerki. Niby malutkie, a roboty całkiem sporo. W tych kompletach postanowiłam oprócz frontów, ozdobić też boki. Trochę zabawy było…i mnóstwo szlifowania.




A na koniec stojaczek na ręcznik papierowy. Niby i tak nie widać zdobień, ale jak się papier skończy, będzie niespodzianka:) No nie mogłam takiego golutkiego zrobić;))) Miał w zamyśle pasować do cukiernicy i pudełka.


Zakładkowo

Kilka zakładek, które zrobiłam jeszcze przed wakacjami.

Miały być z czarnymi kotami, a kotki musiały mieć otwarte oczy. Taki wymóg:)) Nie miałam tych znanych kocich serwetek, więc wykombinowałam inaczej. Do tła użyłam różnych serwetek z delikatnymi ornamentami w kolorze ecru.

Nr 1:

Nr 2:

Nr 3:

Nr 4:

Starałam się, żeby koty na poszczególnych zakładkach były w podobnym stylu. Lakierowane na półpołysk. I wszystkie razem:)


Ostatnia zakładka powstała wcześniej jako prezent dla Pani Agnieszki od „samotnej różyczki”. Chciałam w niej nawiązać właśnie do tego haftu.

I to tło tej zakładki stało się inspiracją do zakładek z kotami. A różyczki z pięknego papieru ryżowego Decomanii.

Lakierowana na mat, krawędzie lekko złocone. Udało mi się znaleźć pasującą atłasową wstążeczkę i dodałam drewniany koralik. Wyszło bardzo subtelnie:)

 

Różane chusteczniki

Powstały na życzenie. 

Pierwszy dość standardowy, ale uwielbiam tę serwetkę i ona mnie nigdy nie zawodzi:)

chustecznik decoupage

Pudełko w podobnym stylu jak mój zegar, herbaciarka i walizeczka, ale właśnie tak miało być.

chustecznik decoupage

chustecznik decoupage

Delikatny shabby chic kremowy na brązowym plus pieczątki z pismem i nutami, lekkie patynowanie. Lakierowany na mat.

chustecznik decoupage

Drugi chustecznik całkiem inny. Niby prosty, ale namęczyłam się przy nim co niemiara. Przede wszystkim z braku konkretów co do kolorów, wzorów, stylu, a jednocześnie pudełko miało być prezentem dla konkretnej osoby, do konkretnego wnętrza. Oj, nie lubię takich „niewiadomoco”, a mam do zrobienia jeszcze trzy takie;)

Miało pasować do szarości (które w rzeczywistości okazały się beżami, czyli klapa:(). Ale do szarości pudełko z pewnością pasuje;)

chustecznik decoupage

Początkowo planowałam ozdobić srebrzystą serwetką tylko dłuższe boki, a resztę pomalować na szaro i wykończyć szablonem. Szary jednak okazał się zbyt ciemny, wręcz grafitowy i dość przygnębiający. Nawet srebrna szablonowa ramka tego nie rozjaśniła.

chustecznik decoupage

Czasu miałam niewiele, bo tyle zmarnowałam na wymyślaniu „niewiadomoco”, że trzeba było się śpieszyć. Wpadłam na pomysł doklejenia czegoś jasnoróżowego. Ponieważ tło było bardzo ciemne, musiał być to dość gruby papier. Przypomniałam sobie, że niedawno kupiłam takie śliczne różyczki i tutaj będą w sam raz:)

chustecznik decoupage

I rzeczywiście różyczki są super, ale papier okropny – rozmięka, rozwarstwia się i schodzi kolor. Koszmar!

chustecznik decoupage

Lakierowane na wysoki połysk.

Nie wiem, czy obdarowanej na pewno się podobało, choć byłoby mi miło, gdyby używała, ale zamawiającej (czyli mojej mamie:) podobało się bardzo, a właściwie o to obawiałam się najbardziej. I w sumie mimo tych wszystkich kłopotów jestem zadowolona:)

Samotna różyczka

Dziś oddech od decoupage’u, który był mi bardzo potrzebny. Nie było to całkowite odcięcie się od prac dekupażowych, bo tych akurat miałam aż za dużo w ostatnim czasie, ale taka przyjemna odskocznia:) Przemiła Pani Agnieszka poprosiła mnie o wyhaftowanie obrazka z gotowego zestawu i mimo że nigdy nie podejmowałam się takiego zadania, to ten haft spodobał mi się tak bardzo, że postanowiłam spróbować. Praca trwała 3 miesiące, ponieważ haftem zajmuję się sporadycznie, a od 5 lat w ogóle; miałam mnóstwo innych prac; kiepsko widzę; no i jak dla mnie był to najtrudniejszy haft, jaki do tej pory zdarzyło mi się wykonywać. Dlatego jestem ogromnie wdzięczna Pani Agnieszce za cierpliwość:)

Haft jest niewielki – 10 x 20 cm, ale na drobniutkiej Aidzie 18. Ponad 10 tysięcy ściegów.

21 kolorów „czystych” i 6 kombinowanych. Do tego część haftowana krzyżykami, część półkrzyżykami i różnymi grubościami nici – jedną, dwiema, trzema i czterema. 

Praktycznie nie ma tu większych powierzchni w tym samym kolorze. Każdy pojedynczy ścieg trzeba sprawdzać na schemacie. A że tkanina jest tak drobna, bez mocnych okularów i dodatkowo lupy, praca jest niemożliwa.

Część wzoru jest bez ściegów, co wcale nie przyspieszyło pracy, bo te puste miejsca też za każdym razem trzeba było policzyć.

Jeszcze kontury (też skomplikowane i wymagające sprawdzania każdego ściegu na schemacie) i gotowe.

Przed rozpoczęciem haftowania zastanawiałam się, po co aż tak bardzo skomplikowano ten wzór, ale z każdym haftowanym krzyżykiem przekonywałam się, że to ma sens. Haft jest niezwykle „malarsko” wycieniowany, a różne grubości nici dały efekt tkaniny żakardowej. Szczególnie oglądany przez lupę, jest po prostu niesamowity!

Dla zainteresowanych zestaw do kupienia tu.

I jeszcze lewa strona, bo zawsze o nią dbam;) Mimo ogromnej liczby krótkich kawałków, chyba nie wyszło najgorzej:)


Z reliefem

Ten kuferek na biżuterię powstawał długo i w twórczych bólach;) Pomysł na wieko zrealizowałam dość szybko, ale wymyślenie dołu zajęło mi mnóstwo czasu. Jak sądzę, czas działał na moją (a raczej kuferka) korzyść i z efektu jestem naprawdę zadowolona.

szkatułka na biżuterię decoupage

Szczerze mówiąc, papier ten dostałam przez pomyłkę – zamówiłam inny, dostałam ten. Reklamowałam, dosłano właściwy, tego nie kazano mi zwrócić:) No więc leżał sobie, bo wcale mi się nie podobał. Do tego kuferka szukałam wzoru w miarę dużego, dobrze wpisującego się w kwadrat. Wpadł mi w oko właśnie ten, wycięłam i byłam ogromnie zaskoczona jego urodą:)) Po prostu idealny i do tego cieniutki, a wytrzymały (Calambour Easy), czyli taki jak najbardziej lubię. Klei się świetnie, doskonale przylega, druk nie schodzi. 

Jednak wymyślenie odpowiedniego dołu zabrało mi bardzo dużo czasu. Chciałam, żeby kuferek był elegancki i stylowy – niezbyt skromny, ale też bez przekombinowania. Pomalowałam dół na ciemny fiolet (odcień śliwkowy), żeby nawiązywał do kolorystyki bukietu. Na tym zrobiłam kwiatowy relief, który pomalowałam na beżowo (ten sam kolor, co tło bukietu).

szkatułka na biżuterię decoupage

Na kuferku nie ma żadnych cieniowań, spękań, patyny – czysta forma, której nic nie zaburza:) Pan Mąż zamontował mosiężny uchwyt – element absolutnie konieczny, pięknie dopełniający całość:)

szkatułka na biżuterię decoupage

Wewnątrz małe bukieciki z tego samego papieru. Kuferek bejcowany na orzech włoski, wyklejony brązowym welurem. Całość lakierowana na półpołysk.

szkatułka na biżuterię decoupage