Sama się dziwię, że minęły już dwa miesiące. Tak długiej przerwy chyba jeszcze nie było. Usprawiedliwiam się urlopem. Po urlopie mam wrażenie, że wszystkiego muszę uczyć się od nowa. Strasznie opornie mi to idzie.
Ostatnio pisałam, że ogarnęła mnie szczotkomania, więc dziś dalsze jej efekty:)
Na początek kontynuacja czarnej serii;)))



Kolejną postanowiłam nieco odmienić. Grafiki printroomowe pokolorowałam kredkami akwarelowymi. Wyszło dość ciekawie.



Powróciłam też do dawnej klasyki. Kiedyś robiłam takie szczotki okrągłe.



Następna jeszcze bardziej nietypowa. Pani zamawiającej spodobała się szczotka czarno-złota, ale zapytała, czy nie może być np. ciemnozielona? Hmm, no może być:)

Miała być prosta, stonowana, oszczędna w formie. No to jest. Biało-złote róże z papieru, złocone krawędzie, lakierowana na połysk, ale bez szkliwienia.


A ta całkiem nie moja;) Nie dość, że lawenda, to jeszcze mocny shabby chic.



No i całkiem moja – zapowiadany poprzednio pomysł z innym amorkiem.

Motywy przyciemnione Laccanticante, spękania Sotille wypełnione brązową farbą olejną, lakierowana lakierem alkoholowym (do złoceń), bo po poliuretanie szczotka by zżółkła.


Na razie tyle szczotek, chyba mam dość;)))
































