Ostatnio kilka pudełek zrobiłam, ale rzeczywiście już zdecydowanie rzadziej je ozdabiam. Dziś pokażę herbaciarki. Nic specjalnego, bo oklejane po całości.
Ten obrazek spodobał mi się już dawno, zdecydowanie taki vintage.

Obrazek sam z siebie postarzany, więc nic nie musiałam z nim robić. Dół i środek bejcowane na kasztan, mocno przecierane. Całość lakierowana na półpołysk.

Wewnątrz tło pomazałam różnymi odcieniami beżu i przykleiłam bratki z serwetki w podobnej kolorystyce. Jeszcze moje francuskie pieczątki i gotowe. (Tak się składa, że najlepsze pieczątki przywożę z urlopów we Francji, czemu u nas takich fajnych nie ma?)

Kolejnej herbaciarki nie zaliczam do najbardziej udanych:( Obrazek na wieczku ok, ale wewnątrz weny już zabrakło.

Motyw też od razu postarzany, więc bez kłopotu. Dół i środek bejcowane na orzech włoski, krawędzie nieco przyciemnione kasztanem. To pudełko również mocno przetarte, lakierowane na półpołysk.

No i ten nieszczęsny środek:( Chciałam, żeby był jakiś motyw łaczący obie strony i znalazłam gałązkę dzikiej róży. Niestety, beżowe tło okazało się zbyt ciemne. Moje mazania, pryskania i cieniowania pogłębiły efekt starości, co raczej nie dodało mu uroku:( Mało co tam widać.

Z ostatniej herbaciarki jestem naprawdę zadowolona. Kiedy zobaczyłam tę serwetkę, koniecznie chciałam coś z nią zrobić. Czekała kilka lat, ale się doczekała:)

Brakowało mi pomysłu na dół. Nie chciałam, żeby był cały czarny, bo wyglądałby zbyt mrocznie, więc okleiłam go serwetką z delikatnym białym wzorem. Trochę go przetarłam.

Krawędzie wieczka pomalowałam złamaną bielą (kolor maślany;), bo i tło serwetki nie jest śnieżnobiałe. Całość lakierowana na mój ulubiony półpołysk.

Dół wnętrza bejcowany na heban, a na klapce odbiłam napis za pomocą nitro.


Do następnego pudełka:)

























































