Damskie

Miałam skończyć z wizytownikami, ale zainteresowanie jest spore i opinie pochlebne, więc jeszcze kilka stworzyłam :). Tym razem kobiece, choć jak powiedziały dwie miłe młode panie na kiermaszu, w dzisiejszych czasach nic nie wiadomo :)). Wzory wydają mi się ładne i bardzo eleganckie.

Pierwszy niebieski, bejcowany na sosnę oregon. Śliczny, delikatny wzór.

drewniany damski wizytownik decoupage

drewniany damski wizytownik decoupage

drewniany damski wizytownik decoupage

Drugi w kolorze czerwonego wina, bejcowany na ciemną wiśnię, przecierany, patynowany.

drewniany damski wizytownik decoupage

drewniany damski wizytownik decoupage

drewniany damski wizytownik decoupage

Zdjęcia ciemne i marne, ale już nie wiem, jak cudować ze światłem, aparatem i obróbką zdjęć, żeby to wyglądało jako tako :(. Trzeba poczekać na wiosnę.

Archanioły i ludzie

Tytuł z mojej ulubionej piosenki Marka Grechuty „Motorek”. Ale do rzeczy. Dwa dni kiermaszu, dni stracone, ale trzeba spróbować, żeby wiedzieć, że nie tędy droga. Brak sensownej reklamy, zero organizacji, niefortunne miejsce, nie ten odbiorca. Klienci nie oglądają, oni jak roboty skanują obszar. Nie potrafią się na chwilę zatrzymać, skupić. To nie hipermarket, gdzie bezmyślnie bierze się towar z półki i wkłada do koszyka. No i oczywiście brak zrozumienia, co to jest rękodzieło. Dla większości to Cepelia. Różnicę rozumieją tylko osoby, które też coś tworzą, nawet jeśli jest to coś zupełnie innego, to rozumieją samą istotę rzeczy. Rozmowa z tymi osobami jest bardzo inspirująca.

A teraz o aniołach. Zarzekałam się, że nie robię aniołków, a tu dostałam właśnie takie zamówienie. Klientka zażyczyła sobie kołozeszyt z wybranym aniołem jako prezent dla zaprzyjaźnionego księdza. Musiałam to przemyśleć, bo jednak to dla mężczyzny, więc wszelkie „słodkości” odpadały. Zrobiłam taki:

Tło malowałam pędzlem gąbkowym maczając go na zmianę w kolorze granatowym, lazurowym, czarnym i kremowym. Brzegi okładki cieniowałam złotą farbą metaliczną. Tył okładki jest pomalowany tak samo, ale bez żadnego motywu, gdzieniegdzie mazany złotą farbą. Może na zdjęciu nie jest zbyt efektowny, ale w realu wygląda elegancko. Podobno się podobał (na razie klientce).

Przy okazji pani pośrednicząca w tym zamówieniu, poprosiła o taki sam zeszyt dla siebie, ale w stylu romantycznym. Oto co wyszło:

Tło malowałam na kolor  bakłażana, potem w kilku miejscach Cracle Country i farba Pink Magnolia. Następnie śliczna serwetka – kwiatki wycinane, listy wydzierane, jeszcze miejscami stemple z nutami i pismem, a na koniec trochę uderzeń pędzlem gąbkowym w kolorze bordowym. Całość lakierowana na półpołysk. Mnie się podoba. Trochę zbliżeń:


Tchnienie Grecji

Kolejna deseczka pod kalendarz. Ta troszkę przeżyła, zanim osiągnęła taką formę, gdyż próbowałam na niej malowania farbą na mokrej bejcy. Efekt kolorystycznie niezły, ale przyklejenie na to serwetki okazało się porażką. Drewno nadal chłonie klej, więc najpierw należy polakierować. Trzeba było zmywać, drapać i w ogóle. Wyglądało tragicznie. A że u mnie nic się nie marnuje (Poznań się kłania :)), wymyśliłam efektowne „zasłonięcie” tego wszystkiego. Postanowiłam pokryć to nierówno pastą strukturalną i otrzymałam efekt tynku – taki śródziemnomorski, więc najodpowiedniejszym motywem były oliwki. Powierzchnię malowałam na oliwkowo i kremowo i ścierałam, stąd ładny efekt w zagłębieniach.

Zdjęcia zrobiłam przed ostatecznym wykończeniem, bo akurat była dobra pogoda. W rezultacie deseczka jest lakierowana na głęboki mat (tu półpołysk), gdyż sądzę, że takie wykończenie bardziej wpisuje się w stylistykę.

Kiermasz

Święta już całkiem blisko, a ja w polu… Tzn. z własnymi Świętami, bo jak na razie właściwie głównie zajmuję się cudzymi :). W ten weekend zostałam zaproszona do udziału w kiermaszu mikołajkowym organizowanym przez Cafe Carmel. To pierwsza moja taka impreza, ale kiedyś trzeba wreszcie wyjść z domu :). Mam nadzieję, że będzie fajnie. Wszystkich poszukujących świątecznych prezentów (nie tylko u mnie :)) zapraszam w sobotę i niedzielę w godzinach 12-18 na ulicę Ząbkowską 5 w Warszawie, wstęp wolny.

Praca wre, oto deseczki pod kalendarz, które niedawno zrobiłam:

Zrobiłam lawendową, choć nie lubię tych motywów, bo wszędzie ich pełno (jak aniołków i Klimta :P), ale w połączeniu z tym tłem podoba mi się. To kilka odcieni beżu „zbieranych” papierem, bardzo lubię taki efekt. Jeszcze z bliska:


Przy herbatce

Że lubię herbatę, to mało powiedziane. Uwielbiam…Nie mogę bez niej funkcjonować. Właśnie piszę popijając herbatę czerwoną pu-erh, o której wiele osób wypowiada się niepochlebnie. Hmm, może początkowo wymaga nieco przyzwyczajenia do specyficznego smaku i zapachu, ale z czasem – nie ma lepszej.

A że coś tak dobrego wymaga odpowiedniej oprawy, oto herbaciarka z 4 przegródkami, którą również wykonałam przed kamerą. Wzór już przeze mnie używany na pudełku do kredek. Bardzo go lubię, sama delikatność.

ręcznie zdobiona herbaciarka decoupage

Tło jeszcze trochę pocieniowałam, dół i środek bejcowane na teak, brzegi klapki – farba złota metaliczna, całość lakierowana na półpołysk.

Nad ozdobieniem klapki od wewnątrz sporo się głowiłam, nie chciałam, żeby wyglądała tak samo jak wierzch. Bukiecik fiołków był upatrzony, ale problem stanowiło tło. Ostatecznie mazałam suchym pędzlem różnymi kolorami, trochę postukałam, trochę popryskałam. Z efektu jestem zadowolona.

ręcznie zdobiona herbaciarka decoupage