Tytuł z mojej ulubionej piosenki Marka Grechuty „Motorek”. Ale do rzeczy. Dwa dni kiermaszu, dni stracone, ale trzeba spróbować, żeby wiedzieć, że nie tędy droga. Brak sensownej reklamy, zero organizacji, niefortunne miejsce, nie ten odbiorca. Klienci nie oglądają, oni jak roboty skanują obszar. Nie potrafią się na chwilę zatrzymać, skupić. To nie hipermarket, gdzie bezmyślnie bierze się towar z półki i wkłada do koszyka. No i oczywiście brak zrozumienia, co to jest rękodzieło. Dla większości to Cepelia. Różnicę rozumieją tylko osoby, które też coś tworzą, nawet jeśli jest to coś zupełnie innego, to rozumieją samą istotę rzeczy. Rozmowa z tymi osobami jest bardzo inspirująca.
A teraz o aniołach. Zarzekałam się, że nie robię aniołków, a tu dostałam właśnie takie zamówienie. Klientka zażyczyła sobie kołozeszyt z wybranym aniołem jako prezent dla zaprzyjaźnionego księdza. Musiałam to przemyśleć, bo jednak to dla mężczyzny, więc wszelkie „słodkości” odpadały. Zrobiłam taki:

Tło malowałam pędzlem gąbkowym maczając go na zmianę w kolorze granatowym, lazurowym, czarnym i kremowym. Brzegi okładki cieniowałam złotą farbą metaliczną. Tył okładki jest pomalowany tak samo, ale bez żadnego motywu, gdzieniegdzie mazany złotą farbą. Może na zdjęciu nie jest zbyt efektowny, ale w realu wygląda elegancko. Podobno się podobał (na razie klientce).
Przy okazji pani pośrednicząca w tym zamówieniu, poprosiła o taki sam zeszyt dla siebie, ale w stylu romantycznym. Oto co wyszło:


Tło malowałam na kolor bakłażana, potem w kilku miejscach Cracle Country i farba Pink Magnolia. Następnie śliczna serwetka – kwiatki wycinane, listy wydzierane, jeszcze miejscami stemple z nutami i pismem, a na koniec trochę uderzeń pędzlem gąbkowym w kolorze bordowym. Całość lakierowana na półpołysk. Mnie się podoba. Trochę zbliżeń:

