To wbrew pozorom będzie wpis o moim uwielbieniu dla pewnej spódnicy. Uszyłam ją jakieś dwa lata temu, więc to jedna ze „świeższych” spraw, bo przecież od półtora roku niczego nie uszyłam (poza fartuszkiem i etui do wizytowników). Sama nie wiem, jak tak długo mogłam się bez niej obyć :). Jest po prostu doskonała! Nie mam tu oczywiście na myśli mojego wykonania.
Wykrój pochodzi z Burdy 8/2007, model 118, rozmiar 36 poszerzony nieco w talii. Ze względu na rodzaj materiału dodałam podszewkę.

Na zdjęciach, niestety, krój jest mało widoczny, więc trochę go opiszę, bo nie jest to taka zwykła rzecz :). Przód jest gładki z małymi karczkami biodrowymi (widać po układzie kratki). Tył też gładki z zapięciem na kryty suwak, bez karczów, ale z zaszewkami; wykrój tyłu ma kształt zbliżony do litery T (po zszyciu szwu środkowego). Z boku na wysokości bioder doszyta jest część z 3 głębokimi fałdami ułożonymi w stronę środków (!) – dwie z przodu, jedna z tyłu. To niecodzienny układ, ale wygląda świetnie. Szwy są schowane w fałdach.


Materiał to dość luźno tkana wełna boucle, kratka asymetryczna.
Zalety:
– jest niezwykle wygodna, nie krępuje ruchów, można szybko chodzić i wygodnie siedzieć,
– nie ma paska, więc nie uwiera i nie „wylewam” się z niej powyżej ;P,
– ma idealny kształt i długość – odpowiednie dla mojej sylwetki,
– przez swój krój i materiał jest niebanalna,
– czuję się w niej świetnie :).
Wady:
NIE MA!
Pewną trudnością jest szycie takiego modelu z asymetrycznej kratki (w Burdzie jest gładka). Trzeba nakombinować się, żeby w najbardziej widocznych miejscach zgrać wzór. W poziomie nie jest to takie trudne, ale w pionie owszem. Nie wszędzie się to udaje, więc np. z tyłu wyraźnie widać cięcia.















