Kropeczkowo

Tym razem nie będzie spódnicy, choć jeszcze trochę ich zostało. Dziś przedstawię żakiecik – kurteczkę. Bardzo lubię rzeczy zabudowane aż po szyję, stójki, golfy, wiązania, choć wiem, że nie wyglądam w nich dobrze. Ale lubię :).

Żakiet uszyty jest z bordowej wełny w malutkie różowe kropki. Krój bardzo ciekawy, bo z pionowymi cięciami o niezwykłym kształcie z przodu i z tyłu, a stójka krojona w całości z częściami przodu, dzięki czemu ładnie leży przy szyi. Na przodach naszyte cztery kieszenie – dwie większe, a nad nimi dwie mniejsze. Żakiet zapinany jest na suwak – powinien być taki podwójny, ale nie udało mi się odpowiedniego kupić, więc jest zwykły. Wykrój pochodzi z BURDY 8/2006, model 108 B, rozmiar 38.


Trochę rozpięty wygląda lepiej:

Zalety:

– fajnie się prezentuje, do czarnych klasycznych spodni wygląda naprawdę elegancko (te na zdjęciach sama szyłam :)),

– jest całkiem ciepły, nadaje się na taką przejściową pogodę.

Wady:

– chyba nie ma, ale szycie nie jest wcale takie proste – jak wszystkich rzeczy z podszewką. Nakładane kieszenie podszyte podszewką oraz odszycia pod suwakiem wymagają sporej precyzji. No i materiał w kropki ma swoje wymagania, trzeba dopasować bieg kropek w poziomie na wszystkich szwach, rękawach (dwuczęściowe), kieszeniach.

Pod dachami Paryża

Paris, Paris… Uwielbiam 🙂

Niedawno kupiłam serię pięknych, klimatycznych serwetek. Wymyśliłam sobie, że ładnie będą wyglądać na szafce na klucze. Kluczem do sukcesu było dobranie właściwego koloru dla całej reszty. Udało mi się dopiero za drugim razem. Pierwsza szafka bejcowana na grafit okazała się zbyt ciemna i czeka na inny motyw. Ostatecznie zdecydowałam się na malowanie laserunkowe popielatą farbą i mocne przecieranie.

szafka na klucze decoupage

Wnętrze nie ma wiele wspólnego z Francją  (rozety w gotyckich katedrach?), ale pasowało kolorystycznie :). Tło przecierałam na szaro.

szafka na klucze decoupage

Syrenka ulubiona

Czas na kolejną syrenkę, zdecydowanie ulubioną. Wcześniejsza sesja zdjęciowa była nieudana, stąd pokazuję ją dopiero teraz. Zanim nie zaczęłam umieszczać tu swoich dokonań krawieckich, nigdy nie robiłam zdjęć swoich ciuchów. Ale teraz właśnie dzięki temu zobaczyłam, jak bardzo może to być pomocne przy przymiarkach. W lustrze zdecydowanie wszystkiego nie widać. Ale gdy obejrzałam zdjęcia, nieco się załamałam, bo do tej pory sądziłam, że to całkiem nieźle leży… No i dopiero teraz widzę, jak duży wpływ na wygląd całości ma mój krzywy kręgosłup. To nie było miłe doświadczenie, ale z drugiej strony bardzo pożyteczne. W przypadku spódnic najmniej rzuca się to w oczy, szczególnie dobrze widać w bluzkach i żakietach. Wspomniała mi o tym dawno temu zawodowa krawcowa szyjąc moją suknię ślubną, bardzo dopasowaną (to ja kiedyś taka chuda byłam?). Teraz, kiedy to zobaczyłam, już niektórych rzeczy na pewno nie pokażę :D.

A wracając do syrenki… Jak zwykle skromna w formie, ale ma w sobie coś. Przede wszystkim kolor – trudny, powiedziałabym „burgund”. Tkanina to cienka wełna o splocie gabardyny. Wykrój pochodzi ze specjalnego wydania BURDY „Bluzki, spodnie, spódnice” nr 2/2004, model 724 A, rozmiar 36.

A dół układa się bajecznie 🙂

Tkanina ciemna, więc słabo widać krój. Przód i tył są jednakowe (oczywiście tylko na oko) – długie kliny boczne rozszerzające się nad kolanem. Środkowy klin prawie prosty, sięgający do miejsca, gdzie boczne kliny się rozszerzają. Do niego przyszyta falbana krojona z koła. Wszystkie części (poza falbanami) lekko zwężają się zanim przejdą w falbanę, dzięki czemu ładnie podkreślone są biodra, a część „syrenia” lepiej się układa.

Zalety:

– bardzo łatwa do uszycia, żadnych trudnych elementów,

– cudny kolor, miły materiał, łatwy w obróbce,

– nie ma paska, jest bardzo wygodna, pasuje, nawet jak się nieco przytyje :P.

Wady:

NIE MA!!!

A na koniec niespodzianka (nawet dla mnie :), znów zaczęłam szyć! Właśnie jestem w połowie sukienki, zobaczymy, czy wyjdzie ładna. Na razie, niestety, materiał mnie rozczarował, bo smutny jakiś…

Konewka

Dalszy ciąg żelastwa :). Nakupowałam tego sporo. Oto całkiem spora konewka – ma 30 cm wysokości. Malowana na jasny beż (po primerze i podkładzie) i cieniowana ciemniejszymi beżami. Śliczny papier ryżowy Decomanii. Parę warstw lakieru akrylowego i do tej pory wszystko szło gładko. Wymyśliłam sobie znów zrobić spękania gumą arabską. Wyszły fajne, choć niezbyt duże, bo bałam się, że lakier zacznie spływać z pionowych powierzchni (co i tak miało miejsce) i nałożyłam cienką warstwę. Ale wypełnienie tego to masakra. I tak czekałam kilka dni, choć wszystko wydawało się suche. Kupiłam sobie wosk przyciemniający, bo spękania miały wyglądać w miarę naturalnie i być brązowe. Ale ten wosk, zamiast brązowy, okazał się pomarańczowy. Nawcierałam się, napolerowałam, ściągałam to badziewie woskiem bezbarwnym i wyszło tak sobie. Konewka wygląda teraz na starą, pordzewiałą. A może tak miało być? 🙂


Szybki obiad

Dawno nic nie pachniało z kuchni :), więc dziś przepis na szybki i smaczny obiadek z mikrofali. Widzę po statystykach, że sporo osób szuka przepisów na potrawy z mikrofali, więc będę takie przepisy zamieszczać. Bo mikrofala nie tylko do podgrzewania może służyć :).

Dziś pieczeń z mięsa mielonego. Kiedyś robiłam ją w piekarniku, ale trwa to strasznie długo, więc odkąd wypróbowałam ten przepis, już inaczej nie robię.

Potrzeba:

– 500 g mielonego mięsa (ja używam chudego z indyka – jest najdelikatniejsze, ciekawe w smaku),

– 25 g tartej bułki (ok. 2 czubatych łyżek),

– 1 łyżka mąki kukurydzianej,

– 150 ml wody, mleka lub bulionu,

– 1 jajko,

– 1 łyżeczka soli (jeśli mięso nie było już solone),

– szczypta białego lub czarnego pieprzu,

– 1 łyżka posiekanej cebuli (ja robię bez, bo nie mogę jeść cebuli),

– 1 łyżka sosu sojowego ciemnego.

Zmieszać bułkę tartą, mąkę kukurydzianą i płyn, pozostawić na 10 minut. Do mięsa dodać jajko, sól, pieprz i cebulę, wymieszać. Wlać płyn i dokładnie wymieszać. Masę wyłożyć do naczynia przystosowanego do mikrofali, polać na wierzchu sosem sojowym. Mikrofalować bez przykrycia – moc 750 W, przez 11 minut. Zmniejszyć moc do 350 W i dalej mikrofalować przez 5 minut.

Oto pieczeń jeszcze surowa:

A to upieczona: