Może nie tak dosłownie, ale mam wrażenie jakiejś tymczasowości, ciągłych zmian, niemożności zaplanowania czegokolwiek. Lubię jednak stabilizację i codzienne, nudne życie…
Ale tak naprawdę miałam na myśli moje dekupażowe walizeczki:) Ta powstała jeszcze w zeszłym roku. Tym razem miała być delikatna z aniołkami. W tym temacie nie czuję się najlepiej, więc łatwo nie było (czy u mnie kiedykolwiek jest łatwo?;))

Po długim namyśle użyłam papieru ryżowego Decomanii. Tło dorobiłam tepując gąbką różnymi kolorami: różowym, kremowym, beżowym, błękitnym. Aby zrównoważyć kompozycję, po prawej stronie dodałam brązowe fragmenty nut z pieczątki (niestety, lepszego pomysłu nie miałam).

Na bokach dookoła zrobiłam bluszczowy relief i całość pomalowałam na kolor ecru. Listki lekko popatynowałam brązową farbą. Zamontowałam typowe elementy walizeczki – mosiężny uchwyt (to robota Pana Męża:)) i narożniki.
Wewnątrz na klapce też aniołki, a reszta bejcowana na ciemny dąb.

Tło postarzone maźnięciami brązowej farby. Całość lakierowana na mat.
A całkiem niedawno powstały dwie nowe walizeczki, tym razem jako prezenty dla nauczycielek. Starałam się, żeby były trochę do siebie podobne, aby żadna z pań nie czuła się poszkodowana. Czy udało się?
Pierwsza trochę w starym stylu z malowanym szablonem tłem w romby.

Tło w kolorze ecru, romby popielato-beżowe. Brzegi rombów trochę popatynowałam brązową farbą. Róże z papieru ryżowego Decomanii, napis to transfer.

Boki ozdobiłam reliefem z szablonu, który pomalowałam na brązowo, a potem na kolor tła, następnie mocno pozdzierałam farbę wierzchnią papierem ściernym. Wyszło dość ciekawie i …staro;)

Wewnątrz dedykacja i róża z tego samego papieru.

Druga walizeczka bardziej klasyczna.

Tło takie samo, a róże z papieru klasycznego Decomanii. Do tego złote pieczątki. Na bokach również róże z tego samego papieru i pieczątki.

Krawędzie muśnięte na złoto.

Środek podobny do poprzedniej – dedykacja z różą. W obu szkatułkach wnętrza bejcowane na ciemny dąb, a całość lakierowana na mat.

Czas na moją obecnie ulubioną muzykę:) W sierpniu byliśmy z Panem Mężem w Sopocie na koncercie Stinga. Absolutnie cudowny, klimatyczny, chyba najlepszy, na jakim byłam. Zakochałam się na nowo:DDD Od tamtej pory codziennie słucham płyt- starych i nowych. Odkrywam na nowo piosenki, które nie były wielkimi hitami, a są wspaniałe. Kiedy dojdę do tej, włączam „repeat”, do znudzenia…










































