Printroomowe wariacje

Chyba już kiedyś pisałam, że print room bardzo mi się podoba. Jest bardzo elegancki i stylowy. Od kiedy Pan Mąż spełnił moje marzenie i zafundował mi genialną książkę z ornamentami, ciągle zastanawiam się, jak je wykorzystać. Próbka była już na pisankach, a teraz ciąg dalszy.

Na początek dwie szczotki, które niedawno skończyłam:

ręcznie zdobiona szczotka do włosów decoupage

ręcznie zdobiona szczotka do włosów decoupage

ręcznie zdobiona szczotka do włosów decoupage

I druga:

ręcznie zdobiona szczotka do włosów decoupage

ręcznie zdobiona szczotka do włosów decoupage

ręcznie zdobiona szczotka do włosów decoupage

Obie pokryte werniksem szklącym. Wyglądają naprawdę elegancko.

Poza szczotkami zmalowałam jeszcze printroomową herbaciarkę.

ręcznie zdobiona herbaciarka decoupage

Na całości użyłam spękań Antik Rayhera, które wyglądają jak skóra. Na bokach są większe, na wieku wyszły dość drobne. Wtarłam w nie  pastę Antique Rub Dali w kolorze brązu. Na wieku jest wtarta miejscami i wygląda jak metaliczne smugi. Całość lakierowana na wysoki połysk.

ręcznie zdobiona herbaciarka decoupage

Wewnątrz też zdobiona i bejcowana na palisander.

ręcznie zdobiona herbaciarka decoupage

 

Wesołych Świąt!

Wpadam między pieczeniem bab i robieniem sałatek. Muszę pokazać moje pisanki, bo choć rewelacyjne nie są, to jednak moje absolutnie pierwsze, tak wymęczone, że nie można ich tak po prostu do szuflady schować. Co tu dużo mówić: nie kręcą mnie jaja:D. Spróbować kiedyś trzeba, więc są, ale nie jest to to, co tygryski lubią najbardziej. Szczególnie spodobały mi się ażurowe i w związku z tym od roku jestem posiadaczką własnej, osobistej miniszlifierki. A właściwie byłam, bo nim się dobrze rozkręciłam:), Pan Mąż zepsuł moje cudo (naprawiając moje wiaderko, więc właściwie moja wina:D). No i właściwie powstały tylko dwie wierconki plus jedna potłuczona w koszu.

No to pokazuję teraz, bo po Świętach to już będzie musztarda po obiedzie:D

Printroomowe, ale nie czarno-białe. Lakierowane werniksem szklącym.

Printroomowa czarno-złota:

Z patynowanym reliefem:

Dziurkowana ze spękaniami (ta się moim dzieciom najbardziej podoba:)):

Tradycyjna dekupażowa:


I ażurowa, która miała być próbną, ale z braku kolejnych uniknęła kosza na śmieci:). Ta kokardka jest do wymiany:P

Życzę wszystkim pięknych, radosnych, rodzinnych i ciepłych Świąt Wielkanocnych.

Anielska cierpliwość

Rzadko piszę, bo zawalona jestem różnymi sprawami i jakoś nawet ochota na pisanie mi odeszła:(. Może po Świętach będzie luźniej i nadrobię. Zabrałam się trochę za prace domowe, które od dłuższego czasu schodzą na plan dalszy, ale w końcu i wokół siebie trzeba coś zmienić.

No i postanowiłam wymienić firanki w salonie. Poprzednie ogromnie mi się podobały, ale ich czas dobiegał już końca. Oczywiście bardzo chciałam mieć podobne, więc wybrałam się do sklepu, gdzie oferta jest tak bogata, że trudno wszystko obejrzeć. I co? I nic! Żadnych podobnych, choć to wcale nie był jakiś wydumany wzór – organza z delikatnym haftowanym wzorem tylko na dole. Kiedy miałam już wychodzić, wpadła mi w ręce firanka, jakiej absotutnie nie chciałam – organza haftowana po całości…i kupiłam ją! „Na leżąco” wyglądała pięknie i delikatnie.

I tak narobiłam sobie dodatkowej roboty przed Świętami. A firanki, zwłaszcza delikatne, wymagają anielskiej cierpliwości. Musiałam ją najpierw skrócić:

Przypiąć taśmę w odpowiedniej odległości:

Przyszyć, a przede wszystkim pomieścić się na stole i okolicach z całą górą zsuwającego się materiału (9 metrów):

Wyprasować – to chyba najgorsze (w tle suszące się dekupaże:)):

Zmarszczyć i powiesić:

No i… nie podoba mi się:(((. Poprzednie były lepsze. Ale muszę się przyzwyczaić i nie narzekać, bo tyle kasy poszło, że Pan Mąż by się chyba trochę zdenerwował:D

A w temacie anielskim zmalowałam obrazek. Wyszedł zupełnie inny niż planowałam i całe szczęście:D

Chociaż zwykle „nie robię w aniołach”:DDD, to ten spodobał mi się tak bardzo, że nawet rozważam możliwość zostawienia go sobie. Na razie wpatruję się w niego przy pracy.

Początkowo miał być na biało-błękitnym tle imitującym chmury, ale wyglądało to pusto i było źle skomponowane. Gdy tak się w niego wpatrywałam, skojarzył mi się z freskiem i nagle wpadłam na pomysł wykorzystania pasty strukturalnej. Pomalowałam ją na beżowo, ale wyglądała źle, więc zaczęłam dodawać inne kolory, mieszać je i wyszło właśnie tak. I teraz jestem zadowolona:)

I blisko tematu – chciałam pokazać jeszcze jedną rzecz. W zeszłym roku kupiłam mojej mamie na urodziny figurkę anioła – elfa. Gdy zobaczyłam ją na wystawie, nie mogłam się oprzeć. Nawet zastanawiałam się, czy jej sobie nie zostawić. Mamie się bardzo podoba, a kiedy zobaczyła ją moja siostra, od razu wykrzyknęła „hanutka!”. Czyż nie zadziałała tu moja podświadomość?


 

 

Butelczyna

Większość dekupażystek zaczyna od butelek i słoików, bo materiał darmowy i ogólnie dostępny. Mnie to jakoś ominęło, może to moja zbyt praktyczna natura wzięła górę. Nie lubię zbyt wielu „pierdółek”, które stoją, żeby się kurzyć. Nalewek nie robię i nie piję, oliwę trzymam w oryginalnej butelce i dobrze mi z tym;). Ale kiedyś trzeba spróbować, więc właśnie nadszedł ten czas.

Tę butelkę wypatrzyłam w Ikei i od razu przypadła mi do gustu. Ale musiała bardzo długo poleżeć, bo żaden wzór do końca mi nie pasował. Nakupowałam tych serwetek z oliwkami całe mnóstwo, ale ciągle było źle. W końcu się zawzięłam i postanowiłam połączyć wzory z kilku serwetek. Ten gaj oliwny od początku wpadł mi w oko, ale całość dotyczyła mydła, więc dla mnie odpada. Wiem, że wielu osobom nie przeszkadza, co jest napisane i czy to ma sens, byle np. po francusku:P. Niestety, jestem nudną, starą kobietą i u mnie wszystko musi być z sensem – na butelce z oliwą nie może być napisane „mydło z Prowansji” (chociaż zawiera ono oliwę z oliwek), nawet jeśli ktoś tego napisu nie rozumie. Podobnie ma się rzecz ze wzorem greckiego meandra na przedmiotach w zupełnie innym stylu. Wiem, wiem – czepiam się:P

A moja butelka jest taka:

Nawet nie sądziłam, że tak przyjemnie dekupażuje się butelki. Mam jeszcze trochę szkła w zapasie:).

Tył jest inny, według mnie „taki sobie” – nie jestem z niego do końca zadowolona.

Butelka jest lakierowana na mat. Szyjki nie malowałam do końca, bo sprężyna z czasem uszkodziłaby farbę, a nie będę potem ściemniać, że to celowe przetarcia:P Nie obwiązywałam też rafią, bo jeśli pobrudzi się od oliwy, to będzie potem bardzo nieestetycznie wyglądać i z myciem będzie problem (mówiłam, że praktyczna jestem?). Bo w założeniach butelka ma być użytkowa, nie tylko do ozdoby. Żeby samej sobie nie zaprzeczać – butelka nie jest dla mnie:)

Ziołowo

W ostatnim czasie przede wszystkim zajęłam się zdobieniem przedmiotów niedrewnianych. To taka miła odmiana i przyjemność. Chociaż właściwie o jajkach nie mogę tego powiedzieć. Leży tego cała masa, ale tak naprawdę żadne mi się nie podoba. Muszę nad tym jeszcze popracować albo porzucić bezpowrotnie. To jednak chyba nie moja bajka.

A dziś dwa małe wiaderka przywiezione z urlopu w Kazimierzu (takie pamiątki sobie przywożę:D). Będą idealną osłonką na zioła.

Na tych wiadereczkach po raz pierwszy próbowałam transferów. Muszę się przyznać, że udało się dopiero za drugim razem. Nie jest to takie łatwe, wymaga dużego wyczucia, bo folia lubi się rozciągać, co zniekształca napis (tylko napisy są transferem). Być może to wina bardzo gładkiej metalowej powierzchni i tego, że nie używałam do nich kleju (wg instrukcji nie potrzeba). Ale ostatecznie wyszło całkiem fajnie:)

Potem jeszcze pocieniowałam, popatynowałam, popryskałam farbą i dodałam listowo-pocztowe pieczątki.