Rzadko piszę, bo zawalona jestem różnymi sprawami i jakoś nawet ochota na pisanie mi odeszła:(. Może po Świętach będzie luźniej i nadrobię. Zabrałam się trochę za prace domowe, które od dłuższego czasu schodzą na plan dalszy, ale w końcu i wokół siebie trzeba coś zmienić.
No i postanowiłam wymienić firanki w salonie. Poprzednie ogromnie mi się podobały, ale ich czas dobiegał już końca. Oczywiście bardzo chciałam mieć podobne, więc wybrałam się do sklepu, gdzie oferta jest tak bogata, że trudno wszystko obejrzeć. I co? I nic! Żadnych podobnych, choć to wcale nie był jakiś wydumany wzór – organza z delikatnym haftowanym wzorem tylko na dole. Kiedy miałam już wychodzić, wpadła mi w ręce firanka, jakiej absotutnie nie chciałam – organza haftowana po całości…i kupiłam ją! „Na leżąco” wyglądała pięknie i delikatnie.
I tak narobiłam sobie dodatkowej roboty przed Świętami. A firanki, zwłaszcza delikatne, wymagają anielskiej cierpliwości. Musiałam ją najpierw skrócić:

Przypiąć taśmę w odpowiedniej odległości:

Przyszyć, a przede wszystkim pomieścić się na stole i okolicach z całą górą zsuwającego się materiału (9 metrów):

Wyprasować – to chyba najgorsze (w tle suszące się dekupaże:)):

Zmarszczyć i powiesić:

No i… nie podoba mi się:(((. Poprzednie były lepsze. Ale muszę się przyzwyczaić i nie narzekać, bo tyle kasy poszło, że Pan Mąż by się chyba trochę zdenerwował:D
A w temacie anielskim zmalowałam obrazek. Wyszedł zupełnie inny niż planowałam i całe szczęście:D

Chociaż zwykle „nie robię w aniołach”:DDD, to ten spodobał mi się tak bardzo, że nawet rozważam możliwość zostawienia go sobie. Na razie wpatruję się w niego przy pracy.
Początkowo miał być na biało-błękitnym tle imitującym chmury, ale wyglądało to pusto i było źle skomponowane. Gdy tak się w niego wpatrywałam, skojarzył mi się z freskiem i nagle wpadłam na pomysł wykorzystania pasty strukturalnej. Pomalowałam ją na beżowo, ale wyglądała źle, więc zaczęłam dodawać inne kolory, mieszać je i wyszło właśnie tak. I teraz jestem zadowolona:)

I blisko tematu – chciałam pokazać jeszcze jedną rzecz. W zeszłym roku kupiłam mojej mamie na urodziny figurkę anioła – elfa. Gdy zobaczyłam ją na wystawie, nie mogłam się oprzeć. Nawet zastanawiałam się, czy jej sobie nie zostawić. Mamie się bardzo podoba, a kiedy zobaczyła ją moja siostra, od razu wykrzyknęła „hanutka!”. Czyż nie zadziałała tu moja podświadomość?
