Kolejny męski wizytownik. Jak zaczęłam szukać, to okazało się, że wzorów dla panów wcale nie jest tak mało. Tu świetny papier ze starymi mapami.

Bejcowany na teak, lekko patynowany brązową farbą, lakierowany na półpołysk.


Świat moich pasji – decoupage, haft, szydełko, druty, frywolitki, szycie i wszystko, co można zrobić pięknie i własnoręcznie.
Kolejny męski wizytownik. Jak zaczęłam szukać, to okazało się, że wzorów dla panów wcale nie jest tak mało. Tu świetny papier ze starymi mapami.

Bejcowany na teak, lekko patynowany brązową farbą, lakierowany na półpołysk.


Dla odmiany kolejny wizytownik. Tym razem drapieżny. Niby nic wielkiego, ale wygląda efektownie. Bejcowany na heban, motyw z serwetki, lakierowany na półpołysk. Wydaje mi się, że głównie patynowanie czarną farbą dodało mu charakteru.



Dziś króciutko, bo śpieszę robić następne :-).
Dziś w ramach oddechu nie będzie wizytownika :-). Jakiś czas temu zrobiłam deseczkę na zapiski, która miała być początkowo częścią kompletu. Na razie plany się zmieniły, będzie tylko deseczka. W zamyśle bardzo prosta, ale gdy nakleiłam serwetkę ryżową, puściłam wodze fantazji. Pocieniowałam całą „malarsko”, aż motyw wtopił się w tło. Zdjęcie nie oddaje w pełni efektu, a szkoda. Na koniec wypróbowałam po raz pierwszy Cracle Medium Stamperii. Mam je od dawna, ale jakoś do tej pory nigdzie mi nie pasowało. (Jestem przeciwniczką spękań na wszystkim, co w ręce wpadnie :-P.) Uważam, że rezultat w tym wypadku jest zadowalający. W spękania wtarłam pastę Antique Rub (też pierwszy raz – super, polecam), ale ścierałam ją prawie natychmiast, dzięki czemu jej ślad pozostał tylko na brzegach pęknięć. Pęknięcia są szerokie i gdybym pozostawiła je całkowicie wypełnione, byłyby zbyt masywne i przytłaczające, a tak widać je tyle, ile trzeba. Całość lakierowana na połysk.

Jeszcze spękania i cieniowanie z bliska:


Już trochę ochłonęłam i mogę znów zabrać się do pracy. Nie spodziewałam się, że taka „przygoda” może dać tyle energii. Tak bardzo się bałam i okazało się, że zupełnie niepotrzebnie. Bardzo mi się podobało, atmosfera wspaniała, ekipa cierpliwa (to wysychanie farb i lakieru :0). „Zagrałam” aż w czterech króciutkich filmikach (ale nagrywanie trwało 8 godzin!) i po pierwszym przestałam w ogóle się stresować. Robiłam swoje i zupełnie było mi obojętne, gdzie jestem. Panom moje prace się podobały i bardzo się cieszę. Jestem ciekawa, jak to wyjdzie po zmontowaniu. Jeśli ktoś miałby okazję na taką przygodę, to gorąco polecam.
Teraz mam tyle pomysłów i ochoty do pracy, że znów sama za sobą nie nadążam :-)). Na razie przedstawiam efekt mojej pracy, zanim jeszcze zostałam gwiazdą hi, hi… Oto kolejny wizytownik z serii męskich, tym razem z różą wiatrów.

Z tyłu:

I w środku, całość lekko patynowana brązową farbą:

Kolejny męski wyrób: pudełeczko na karteczki i długopisy. Motyw starych etykiet wykorzystalam już kiedyś na wizytowniku. Ładna kolorystyka, po lekkim przyciemnieniu brzegów wygląda naprawdę efektownie i elegancko. Oklejane niemal „po całości”, więc nie ma dużo pracy, drewienko bejcowane na teak (to mój ulubiony odcień) i trochę przetarte. Lakierowane na półpołysk (też ulubiony:-)). Pogoda paskudna, więc zdjęcia ciemne :-(.

