Wakacyjne inspiracje

Strasznie się opuściłam w pisaniu i przyznaję,  że to zwykłe lenistwo. No może marazmu trochę też:(. Co jakiś czas miewam chwile zwątpienia i właśnie w takim momencie jestem. Czasami patrzę na decoupage chłodnym okiem i wydaje mi się to strasznie kiczowate. Raczej staram się, żeby nie było przesłodzone, nie przepadam za różyczkami, a na kolor różowy mam alergię, ale to niewiele zmienia. Z drugiej strony (bez żadnych porównań), naoglądałam się na wakacjach mnóstwa pięknych dzieł i też są bogate, kolorowe i wcale za kicz nie uchodzą. No nie wiem…

Oto parę urlopowych migawek, jest ich tyle, że nie wiedziałam, które wybrać:)

Detal z fasady w Orvieto:

Detal z fasady katedry w Orvietto

Mozaika z bazyliki w Rawennie. Chyba w poprzednim życiu musiałam układać mozaiki, stąd moja miłość do puzzli. Gdybym tam mieszkała, byłabym konserwatorem mozaik:)


To nie decoupage, tylko chińszczyzna z byle jaką nazwą miejsca, ale inspiracją może być:)

I gaje oliwne, które zawsze i wszędzie wprowadzają mnie w nastrój pełen zadumy, wyciszenia i refleksji. Na emeryturze mogłabym mieszkać w domu wśród oliwnego gaju.


A to efekt inspiracji. Skromniutki, ale niczego tu więcej nie trzeba. Cisza i spokój:)

Serwetnik pomalowany na oliwkowo, potem na kremowo i mokra farba zbierana papierowym ręcznikiem. Lakierowany na mat.

Muffinki luksusowe

Za dwa dni imieniny mojej młodszej córeczki, więc być może upiekę specjalne muffinki. Przepis zwyczajny, ale wygląd… I właśnie o to w tym wszystkim chodzi. Przepis wg Nigelli (nie ma w książkach, spisałam z telewizji), pomysł ze zdobieniem też:)


Potrzeba:

125 g masła lub margaryny,

125 g cukru,

125 g mąki,

2 jajka,

1 łyżeczka proszku do pieczenia,

1/2 łyżeczki sody,

cukier waniliowy,

2 łyżki mleka.

Wszystkie składniki zmiksować, na końcu dodając mleko. Upiec w piekarniku nagrzanym do 200oC na złoty kolor – 15-20 minut. Po ostudzeniu grubo posmarować gęstym lukrem i od razu położyć kwiatek z opłatka.

Porcja na 12 sztuk.

Czyż nie są śliczne? Aż szkoda jeść;)


 

 

Wspomnienie lata

Właściwie nie lubię lawendy, ale czasami bierze mnie na nią ochota. Ten zegar miał być zupełnie inny. Wzór już był wycięty, a zegar pomalowany na beżowo. I wtedy mnie natchnęło:). Nagle wszystko się zmieniło i praca poszła jak z płatka.

Oto mój lawendowy zegar:

ręcznie zdobiony zegar decoupage

Tło przemalowałam na popielato i zrobiłam lawendowe paski ze spękaniami country. Na to nakleiłam wydarty motyw lawendy z serwetki. Motyw pocieniowałam i domalowałam szare cienie wzdłuż pasków.

ręcznie zdobiony zegar decoupage

Cyferki są wypukłe – z pasty strukturalnej Rayhera, robione szablonem, z tym że mój szablon jest zbyt mały na ten zegar (na większy już się nie załapałam) i musiałam sama wyznaczać miejsca na poszczególne cyfry, ale nie jest to takie trudne. Na tle lawendy cyferki pomalowałam jaśniejszym kolorem, bo nie byłoby ich widać. Początkowo zegar miał czarne wskazówki, ale okazały się mało widoczne na motywie i musiałam je wymienić na inne. Próbowałam tamte przemalować, ale efekt był nieciekawy, więc pozostały do wyboru tylko złote (nie znalazłam wskazówek w innych kolorach niż czarny lub złoty, nawet srebrnych nie było). Trochę psuja efekt (generalnie nie lubię złotych zegarków, choć biżuterię wyłącznie złotą:)), ale przynajmniej je widać, a przecież w zegarach to niezbędne:D. Całość polakierowana na mat.

ręcznie zdobiony zegar decoupage

Pomyślałam nad muzyką i dziś będzie zespół, w którym zakochałam się od pierwszego usłyszenia:), jeszcze na studiach:


 

I po wakacjach

Fajnie było, ale się skończyło:(. Przez tydzień „byczyliśmy się”  w Białowieży i muszę stwierdzić, że naprawdę odpoczęłam. Pierwszy raz od dawna czułam, że nic nie muszę. Chociaż nie przeczytałam tylu książek, ile chciałam, ani nie skończyłam swetra na drutach, to i tak jestem zadowolona. Takie wakacje też są potrzebne. Trochę więcej może napiszę następnym razem, może nawet jakieś zdjęcia wrzucę:). Na razie wracam do decoupage’u, bo kilka rzeczy mam zamówionych. Niestety, są to „powtórki z rozrywki”, więc nie będzie co pokazywać. Z jednej strony takie zamówienia cieszą, bo znaczy, że się podobało, ale z drugiej strony są niezwykle trudne, bo zwykle nie chcą wyjść takie same. Rzadko kleję po całości, najczęściej mieszam kolory i często nawet nie pamiętam, jak robiłam konkretną rzecz. Czasami z pomocą przychodzi mi ten blog, w którym szczegółowo opisuję swoje prace, więc może ta pisanina jakiś sens ma:).

Nowe rzeczy więc dopiero w planach, ale zostało jeszcze parę sprzed wakacji. Na przykład jeszcze jedna szkatułka w podobnym kształcie jak poprzednia, ale nieco mniejsza. Tutaj zastosowałam printroom, który bardzo lubię. Dół szkatułki jest czarny, lakierowany na półpołysk, dno wyklejone czerwonym papierem welurowym. Klapka z obu stron zdobiona, bez spękań, lakierowana na wysoki połysk lakierem Triple Gloss Rayhera. Trochę mnie rozczarował ten lakier. Jest bardzo gęsty i nie potrzeba wielu warstw, ale nie rozprowadza się łatwo i nie ma aż takiego połysku, jakiego się spodziewałam. Tu już nie chcę nic kombinować, żeby nie popsuć, ale następnym razem muszę wypróbować medium szklące, które wreszcie sobie kupiłam. A tak prezentuje się szkatułka:

szkatułka na biżuterię

szkatułka na biżuterię

szkatułka na biżuterię

I jeszcze muzyka, którą bardzo lubię.


Powrót

Witam po przerwie:). Udało się szczęśliwie wrócić, choć pogoda rzucała kłody pod nogi (pod koła?). Zaledwie trzy nawałnice po drodze i jedna zaraz po powrocie. Skutki tej ostatniej widziałam dziś idąc do sklepu: pełno połamanych gałęzi, przed sklepem drzewo wyrwane z korzeniami. Dobrze, że oglądałam to już z okien domu… Dziś pranie, prasowanie i obawa, czy pralka wytrzyma, bo zaczęła wyć jak odrzutowiec. Pan Mąż stwierdził: „łożyska” i… skończył komentarz do sytuacji, a za cztery dni znów wyjeżdżamy, więc jak mam to wyprać? Oj, ponarzekałam…

Wakacje udane, upalne i bardzo inspirujące. Teraz trzeba to „przetrawić”. W sobotę jedziemy jeszcze na tydzień, tym razem trochę się „pobyczyć”.

Jeszcze przed wyjazdem powstało kilka rzeczy, których nie zdążyłam pokazać. Taka szkatułka, której kształt mnie zachwycił. Może nieco wiosenna, ale co tam:)

szkatułka na biżuterię

Dół pomalowałam laserunkowo na kolor lawendy. Motyw nakleiłam na białe tło, użyłam cracle Dali – small i wypełniłam złotą porporiną. Lakierowałam na połysk.

szkatułka na biżuterię

Dół lakierowałam na półpołysk, wnętrze wykleiłam fioletowym papierem welurowym. Wewnątrz na klapce motyw z tego samego papieru ryżowego, z takimi samymi spękaniami.

szkatułka na biżuterię

I muzyka słuchana w samochodzie, jakże odpowiednia do sytuacji;))