Strasznie się opuściłam w pisaniu i przyznaję, że to zwykłe lenistwo. No może marazmu trochę też:(. Co jakiś czas miewam chwile zwątpienia i właśnie w takim momencie jestem. Czasami patrzę na decoupage chłodnym okiem i wydaje mi się to strasznie kiczowate. Raczej staram się, żeby nie było przesłodzone, nie przepadam za różyczkami, a na kolor różowy mam alergię, ale to niewiele zmienia. Z drugiej strony (bez żadnych porównań), naoglądałam się na wakacjach mnóstwa pięknych dzieł i też są bogate, kolorowe i wcale za kicz nie uchodzą. No nie wiem…
Oto parę urlopowych migawek, jest ich tyle, że nie wiedziałam, które wybrać:)


Detal z fasady w Orvieto:

Mozaika z bazyliki w Rawennie. Chyba w poprzednim życiu musiałam układać mozaiki, stąd moja miłość do puzzli. Gdybym tam mieszkała, byłabym konserwatorem mozaik:)

To nie decoupage, tylko chińszczyzna z byle jaką nazwą miejsca, ale inspiracją może być:)

I gaje oliwne, które zawsze i wszędzie wprowadzają mnie w nastrój pełen zadumy, wyciszenia i refleksji. Na emeryturze mogłabym mieszkać w domu wśród oliwnego gaju.

A to efekt inspiracji. Skromniutki, ale niczego tu więcej nie trzeba. Cisza i spokój:)


Serwetnik pomalowany na oliwkowo, potem na kremowo i mokra farba zbierana papierowym ręcznikiem. Lakierowany na mat.












