Ta długa przerwa była spowodowana tym, co się stało. Nie byłam w stanie nic robić… Łączę się w bólu ze wszystkimi opłakującymi.
———————————————————–
Nie tylko spódnice :). Trzy patchworki kiedyś uszyłam. Niewiele, bo ten styl nie pasuje do mojego mieszkania. Chciałam po prostu spróbować. Fajne, efektowne, wymaga dużej precyzji. Jeśli ma być zrobione dobrze i porządnie, wymaga dużo pracy i czasu.
Zaczęłam od poduszki. Wykorzystałam skrawki materiałów w czerni – matowe i błyszczące oraz wzory kwiatowe na czarnym tle. Patchwork jest podszyty cienką włókniną i przepikowany wzdłuż szwów.

Drugi był bardziej pracochłonny. Uszyłam go chyba 11 lat temu, kiedy moja młodsza córka chodziła jeszcze do przedszkola i pewnego dnia poinformowała mnie, że powinna mieć większy kocyk do leżakowania, bo jej nóżki wystają :). Wiadomo, że ja to nie mogę po prostu pójść do sklepu i kupić. To zawsze jest okazja, żeby coś stworzyć. No i uszyłam jej patchworkową kołderkę. Kolory może nie są specjalnie dopasowane, bo szyłam tylko z resztek, które miałam w domu. Podstawowym kryterium była tkanina, czyli flanela. Kołderka ma wewnątrz grubą włókninę i jest ręcznie przepikowana wzdłuż wszystkich szwów.



Fajne jest to, że mogę powiedzieć, co z którego materiału kiedyś uszyłam: z tych piżamki, z tych koszule, z tych bluzeczki i in. Taki patchwork wspomnieniowy :).
Trzeciego używam na co dzień. Jako patchwork mniej skomplikowany, ale ze względu na rozmiary (220 x 220 cm) i wykończenie wymagał wiele pracy. To moja narzuta w sypialni, która w pewnym sensie stanowi komplet z poduszkami z haftem richelieu, które już pokazywałam.

Niektóre kwadraty mają wyhaftowane motyle – każdy jest inny.




Mam w planie zmianę wystroju sypialni (już od kilku lat), ale trochę żal mi całej tej włożonej pracy. No i nie mam teraz czasu się tym zająć :).