Wiosna, wiosna!

Jeszcze raz dziękuję za komentarze pod poprzednim postem. Nawet nie wiecie, jaką radość mi sprawiłyście!

A wiosna już jest! To zdjęcie zrobiłam dzisiaj w moim ogródku (to mały krokusik jakby co;)):

Bardzo przyjemnie mnie ta wiosna nastroiła, więc przy okazji pokażę parę zaległych drobiazgów. W sumie można powiedzieć, że też wiosennych i radosnych, bo ptasich:)

Na początek kolejny komplecik ptaszków:

 

Może trochę skromny…

I jeszcze zrobiłam ptasią skrzyneczkę.

Zdjęcia ciemne, bo robione jeszcze zimą, w zeszłym roku i przy sztucznym świetle.

Najbardziej jestem zadowolona z tej kratki na dole:) Przypomina koszyk. Malowałam ją szablonem, potem każdy kwadracik cieniowałam różnymi kolorami. Etykietkę ręcznie malowałam, trochę postarzyłam i zrobiłam napis transferowy.

Zastanawiałam się, jak wypełnić tło wokół ptaszków. Już nie pamiętam, co mnie zainspirowało i wpadłam na pomysł ze śladami. Nie wiem, czy był dobry, ale taki przyszedł mi do głowy;) Ślady poprowadziłam dookoła, żeby łączyły, a nie oddzielały ptaszki, bo któryś mógłby być smutny;)


W środku też ozdobiona podobnie.

Wnętrze bejcowane na orzech włoski, całość lakierowana na półpołysk.

Holenderskie wspomnienia

Kilka wyjazdów, przyjazdów, trochę bieganiny  i miesiąc minął nie wiadomo kiedy… Sama się zdziwiłam, że tak długo mnie tu nie było. Wobec tego najpierw się pochwalę;), gdzie byłam.

Pan Mąż znowu zrobił mi niespodziankę na zbliżającą się kolejną rocznicę ślubu. Jak już kiedyś wspominałam, uwielbiam piękne ogrody, parki i ogrody botaniczne. I w jeden z majowych poniedziałków dowiedziałam się, że w piątek lecimy do Holandii. Pan Mąż wszystko zorganizował kilka miesięcy wcześniej, tylko ja nic nie wiedziałam:) Naszym celem był Keukenhof – podobno najpiękniejszy ogród wiosenny na świecie. Nie wiem, jak wyglądają inne, ale tam z pewnością było jak w raju:)) Tylko pogoda nam nie dopisała, było zimno i deszczowo, ale te miliony kolorowych kwiatów (podobno 7 mln cebulek) pozwalały o tym zapomnieć. Tłumy ludzi z całego świata przyjechały „ponatychać” się tym pięknem. Ogród jest czynny tylko przez 2 miesiące w roku: od 21 marca do 20 maja. Jeśli ktoś też lubi, polecam za rok:))

Zdjęć zrobiliśmy tyle, że nie wiedziałam, które wybrać. Zresztą fotografie nie oddają piękna całości:(

I trochę patriotyzmu:)

Parę lat temu byliśmy na urlopie w Holandii. Zwiedzaliśmy największe miasta i wtedy stwierdziłam, że ze wszystkich krajów, w których byliśmy, Holandia najbardziej mi się nie podoba, a już szczególnie Amsterdam. Teraz mieszkaliśmy w małym miasteczku Lisse, tuż przy Keukenhof i muszę przyznać, że „holenderska prowincja” jest naprawdę cicha, spokojna i urokliwa.

Ale to blog o decoupage’u, a nie podróżach, więc coś w temacie też się znajdzie.

Można powiedzieć, że to już materiał archiwalny, ale takich staroci sporo mi się nazbierało. Dość dawno temu zrobiłam deseczkę na zapiski w holenderskich klimatach. Takie nic – biało-niebieskie.

Motyw  z serwetki, lakierowane na mat, udało mi się wykończyć odpowiednią kokardką.

Trochę później, ale też dość dawno znów sięgnęłam po nieśmiertelny holenderski motyw i tym razem umieściłam go na solniczce.

Oczywiście mocno go pocięłam, żeby nie przytłaczał tak małego przedmiotu. Również lakierowane na mat, wewnątrz surowe.


 

Jeszcze metal

Zastanawiałam się, co by tu dziś i wyszło mi z obliczeń, że znów będzie blacha:))

Oto większa siostra tej osłonki, czekała na zmiłowanie tyle co wcześniejszy rożek🙂

Znowu skorzystałam z grafik z The Graphics Fairy w połączeniu z własnymi napisami. Metoda rozpuszczalnikowa nie powiodła się, więc wykorzystałam medium do transferów. Nie jestem do końca zadowolona, bo z bliska pod odpowiednim kątem widać folię, ale już nie mam siły zrobić tego lepiej:(

Osłonka malowana na kremowo i patynowana brązową farbą z BlendinGelem:) Różyczki z serwetki. Ta osłonka ma również łańcuszki do powieszenia, ale można je zdjąć.


Różany rożek

Metalu ciąg dalszy – dziś przedstawiam osłonkę na doniczkę w kształcie rożka, do powieszenia na ścianie. Kupiłam ją 2 lata temu i wreszcie się doczekała. Mam jeszcze drugą taką, nieco większą, ale na nią dopiero przyjdzie czas:)

Napis odbiłam za pomocą rozpuszczalnika, były problemy, ale udało się naprawić szkody:)

Malowałam na kremowo, potem lekko popatynowałam jasnobrązową farbą. Lakierowałam na mat.

Wiszące zdjęcia wyszły niestety ciemne. Chciałam pokazać, jak prezentuje się z kwiatkiem, ale te marne bratki były jedyne, które się tam zmieściły:)

Ależ krótki ten dzisiejszy wpis… bo o czym tu gadać?:)))